Dm. M. i Wł. Erl

„manifest” helenuktów

WSTĘPNY ARTYKULIK HELENUKTÓW

 

Drukowany z nieznacznymi skrótami.

Wszem i wobec uroczyście obwieszczamy, że <…> staliśmy się Helenuktami.

Helenuktowie wszystko potrafią: za co by się nie wzięli, to wszystko zrobią.

<…>

Możemy:

a) wierszyki pisać;

ą) prozę wymyślać;

b) sztuki wystawiać;

c) narysować tam wszystko jedno co;

ć) spacerować;

d) śmiać się;

e) w kości grać;

ę) artykuliki pisać;

f) ………………;

g) przez telefon rozmawiać;

h), i) kaszleć i smarkać;

j) stać;

k) siedzieć;

l) leżeć;

ł) kąpać się;

m) ogórki kroić;

n) do łaźni chodzić;

n) śpiewać;

o) jeździć;

ó) zęby wyrywać;

p) myśleć;

r) herbatkę popijać;

s) wąchać;

ś) na sznurku węzełek zawiązać;

t) ubierać się;

u) grzać się

w) laubzegą piłować;

x) siać proso;

y) zapamiętywać;

z) rzucać do wody kamyki;

ź) mówić nie po rosyjsku;

ż) głaskać Epifaniusza.

Olaboga!

Wszyscy Helenuktowie są bardzo piękni, rozgarnięci i mądrzy.

A poza tym wszyscy jesteśmy piśmienni i odważni.

My – jedyni żywi wierszokleci.

Wiemy wszystko: jeżeli nam coś powiedzą, to chwytamy

w mig.

Nie ma od nas lepszych, zresztą w ogóle nikogo nie ma.

<…>

Helenuktowie to dziarskie kozaki,

a wszyscy inni – parszywe buraki!

16 września 1966 r.

Dm. M. i Wł. Erl

Reklamy

Aleksiej Wiaczesławowicz Cwietkow

LEKCJA

ze zbioru opowiadań „Błędne działania”

     Nauczyciel dał posłuchać uczniom kasetę z odgłosami pewnych zwierząt i poprosił o odgadniecie jakich dokładnie. Uczniowie proponowali kolejno: morsy, świnie, czajki, koty, a nawet ichtiozaura, choć nikt nie wiedział, jaki wydaje odgłos. W końcu podał uczniom prawidłową odpowiedź. „ Słuchajcie powiedział to nie są głosy zwierząt. To w ogóle nie są głosy. Taki dźwięk wydają gumowe przeguby łączące połówki autobusu, którym jeździcie do szkoły. Pamiętacie, takie czarne gumy podobne do harmonii. Właśnie tak skrzypią podczas skręcania, słyszycie je codziennie. Zapisałem je na dyktafonie.”

Paweł Pepperstein

KOPUŁA

 z cyklu „Głos z chińskiej restauracji”

Kładziesz się, jak to drewniej bywało, z góry na kopułę z grubego przezroczystego szkła. Leżysz sobie rozwalony i spoglądasz w dół. Pod kopułą daleko na ziemi, wszystko czego dusza zapragnie – odległe krainy, morza, procesje, plaże, lasy ze śmigłowcami, mnóstwo przysmaków rozłożonych na tacach, dziewczęta tańczące w objęciach ze zwierzętami, mknące szklane pociągi i tak dalej. Podziwiasz całe to piękno, a z boku dochodzą głosy robotników. To znaczy, że nadszedł już czas na ponowne zmiany, ale nie wszystko jest jeszcze gotowe.

 

Aleksander Skidan

.

z cyklu „Ogromne szkło”

.

*

.

wypisz wymaluj amerykański ojciec

co oni robią w windzie

oczywiście tylko z dużą poprawką

sì come mostra esperienza e arte

ojcze, ojcze, ja płonę

krtań przekształcona w anomalię

materialne fluidy duszy

paś baranki moje

coś rozchyla się (zresztą na marginesie)

a prawa ich ręka wypełniona ofiarami

około 300 dolarów za uncję

czternaste piętro

wszystko takie same

i wszystko nieuchwytnie inne

.

.

.

*

.

hieroglif oddechu

wrażliwe środowisko

dwa-trzy cale od pachwiny

uściślić – znaczy zrujnować poezję

zabić język by dotknąć życia

widok rozpalonej rzezi

krew tętnicza i żylna

woreczek żółciowy

trzeba żebym padał

stłumiony bunt

kabalistyczna triada

bez ust bez zębów

czas skończyć z arcydziełami

resztę dokończy krzyk

.

.

 

Эдвард Пасевич

ПРОКОФЬЕВ ANDANTE SOGNANDO

 

Время нам Марек жить на дне моря,

без сна и еды, в углу, там при доске,

где краб среди яблок с издёвкой движет

нелюдской клешнёй, ибо яблоки здесь везде,

так как и люди повсюду, и всё

в основном антропоморфное, даже краб и дно и песок,

наконец даже вода Марек – здесь и те человеческие.

Нам следовало жить где-то, но угрюмая

схема окутала наши тела и мы погрузились.

Теперь твое лицо – пузырь воздуха, можно

любоваться им сбоку как искривленной маской.

Хочет говорить, но изо рта течёт струя воды,

рыбы собираются вокруг, чтобы смотреть, все больше

их вокруг твоих плеч.

Tania Zamirowska

NAJMĄDRZEJSZA DECYZJA 

 

Pewnego razu mały piesek, kruk Sven i sadzonka o imieniu Jurij wyruszyli w podróż. Dotarli do wysokiej góry i nie mogli już się cofnąć: lawina błotna zniszczyła drogę – przecież mamy początek trzeciego tysiąclecia – rozmyte drogi, przyroda burzy się, płyty tektoniczne kołyszą się pod nogami.

— Ja przelecę nad górą — odezwał się kruk Sven.

— Ja zaprzyjaźnię się z nią, a kiedy się rozstąpi, to pozwoli mi przejść —  odparł piesek.

— A ja zapadnę się pod ziemię i zakiełkuję, wyrosnę z drugiej strony góry i stanę się roślinką o imieniu Piotr —  powiedział Jurij.

O tym, żeby kruk przeniósł psa i sadzonkę przez górę, nie było mowy: nie byli tak bliskimi przyjaciółmi, a w podróż udali się raczej z konieczności niż za głosem swoich młodych serc, a szczerze mówiąc jakoś się nad tym nie zastanawiali.

W końcu zrobili tak:

Kruk w pół godziny przeleciał nad górą, dotarł do RPA i założył tam gniazdo. Żył długo i szczęśliwie, czego i wam życzę.

Pies zaczął przymilać się do góry, śpiewał jej piosenki, rozweselał ją co wieczór kiedy góra wracała z pracy do domu, bawił się z nią w chowanego i grał w gazdę. Dopiero po dziesięciu latach góra zauważyła pieska i ucieszyła się, że ma przyjaciela, ale nie wiedziała nic o tym, że ma się rozstąpić. To prawda, pies był już bardzo stary i nie chciało się mu dokądkolwiek iść. A tak w ogóle, to zapomniał o dawnej podróży: jak mawiał pewien pisarz science fiction, kiedy dwoje kocha się, nie ma znaczenia jak zrodziła się ta miłość.

Sadzonka Jurij zamieniła się w pyłek, potem ziarenko, a następnie zniknęła w ziemi, by rok później wyrosnąć po drugiej stronie góry jako nowa sadzonka, lecz nie Piotr tylko Eustachy. To był naprawdę szok. Tylko głupcy nie mylą się nigdy. Wyobraźcie tylko sobie: taka mądra decyzja nagle przeistacza się w tak idiotyczną perspektywę: Eustachy! I cóż teraz począć? Zaprawdę, czasami mądrość – skaranie boskie.

Рафал Гавин

Бюллетень для голосования

 

Покажи мне, что должен купить и зачем

купил уже это

и выбросил.

Поставь новый крестик и открой

новый храм.

Есть ещё настройки в расширенной версии

но для этого нужно иметь цену

страха. Как правило дороги пересекаются.

Сбились с толку?

Кто-то выиграл и займёт

твоё место. Имею ли право

отвечать только за себя?

Kiriłł Miedwiediew

— — —

bywa, że ni stąd ni zowąd
zatrzymujesz się pośrodku zaułka
w upale nie do zniesienia,
jak po deszczu, i zamierasz,
odnosisz wrażenie,
że jesteś w jakiś sposób związany z milionem dusz,
a na dodatek czujesz,
że ktoś w tej chwili modli się za ciebie.

— — —

widziałem ducha drzewa;
brał się stąd,
że jedno z drzew, stojących trochę nieopodal,
odbijało cień na słup pary,
unoszący się spod ziemi;
miraże na pustyni
tworzą się w ten sam sposób.

— — —

mango zakiełkowało, cienki kiełek
przebił od środka
ogromną włochatą kość
i wyszedł na zewnątrz;
to było coś,
co przesłoniło sobą na chwilę
wszystkie pozostałe radości

 

Михал Мурованецкий

ХУМБУ

 

Цепи в облаках. Крутятся

мельницы, глубокий голос в громадной тубе.

Земля как молоко козы. Заброшенное

стадо яков. Ветер сносит головы детям,

тишина режет ступы, поднимает мысли к вершине.

На полу песок, пальцем разрезанный

узор. Сдутый круг.

 

Paweł Goldin

***

Ślady Związku Radzieckiego

zachowały się na ogromnym terytorium –

od Kotliny Minusińskiej

aż po doliny Mekongu i Dunaju

(lniany obrus z plamami sosu).

Polska podróżniczka Maria Naga

pisze o ruinach z charakterystycznymi

ornamentami i granitowymi stelami

trochę na południe od Kerczu, w pobliżu jeziora.

Większość badaczy i naukowców

wiąże Związek Radziecki

z megalitami na Malcie,

Rodos i Gibraltarze, prekolumbijskimi

tęczowymi ptakami Jukatanu,

kanibalami Charkowa i Orenburga.

 

Aleksiej Wiaczesławowicz Cwietkow

ŻONA

ze zbioru opowiadań „Błędne działania”

Od szesnastego roku życia chodzę z ojcem na polowania. Tam i ożeniłem się: ustrzeliłem zwierzynę i poślubiłem ją. Kiedy wlokłem ją za sobą do chaty, czarne z niebieskim odcieniem pióra, opuszczonych w żałobie skrzydeł, ciągnęły się po piasku i igliwiu. Sąsiedzi mi nie uwierzyli, odciąłem sie od tego: „Wybacz, ale to jest jakaś niezwykła zwierzyna łowna, a nie żona!”

Powiedz lepiej, gdzie podział się ojciec? dopytywali się sąsiedzi. Ale nie powiedziałem. Mieszkałem ze swoją żoną nad brzegiem białego jeziora i piłowałem diamentowym pilnikiem jej księżycowe pazury. Na polowanie nie wybrałem się więcej ani razu. Sąsiedzi wkrótce zapomnieli o mnie, wybrawaszy na swoim cmentarzu odpowiedni pagórek i wieszając tam na patyku moje imię. Bez imienia, bez wieku, bez wspomnień i marzeń pełzałem jak kulawy chrząszcz po swojej izbie z nadzieją znalezienia żony.

Ona i teraz niekiedy, w wyjątkowo jasne księżycowe noce, przychodzi, kładzie łapę na moim ramieniu, czule strząsa pstre śmieci snu. Budzi, rozumiem, że „nadszeł czas na spacer.”

 

Aleksander Skidan

z tomiku „Czerwone przesunięcie”

SCHOLIA

 

przęsła mostu

koła młyńskie

róg pocztyliona

odcinek metra

<i Goethe Goethe oczywiście!>

nie opierać się

nie spać

silne

męskie objęcia

sentymentalne bzdury

„stul pysk”

starte litery „M” i „K”

*

wszystko co związane z autentycznością

posmak mydła

muzyka techno od drzwi kawiarni

prolegomena

dla wszelkiej metafizyki przyszłości

urojone rozwiązania

katakumby

„nigdy nie mów do mnie takim tonem”

czerwono-brązowa plaga

nowy porządek wybranych

the sun is going so fast

brzózki

półprzewodniki

widziadła senne

obcięte paznokcie

opór jest daremny

 

Siergiej Timofiejew

NASZE FILMY

Nasze filmy będą dobre. Będą w nich tańczyć małe

                       orzęski. Jeżeli chcecie je obejrzeć, przyjeżdżajcie

                       w ciemne, dzikie miejsce.

W naszych filmach będą zawsze małe piękne aktoreczki. Jeżeli nie

                      piękne, to czarujące. A jeśli nie czarujące, to zdyscyplinowane.

W naszych filmach nie będzie sensu. Jeżeli będzie, przyjmijcie nasze

                        przeprosiny, nie podejrzewaliśmy siebie o to.

Naszych filmów nie będzie.

Niektóre z naszych filmów trafią za granicę. Zostaną zbadane i odesłane

                           z powrotem. Jak na przykład choroba albo niestandardowe meble.

Najniższe sufity, najgorsze psy, najbardziej zapocone tygielki będą w

                          naszych filmach. Będą też wydarzenia w piaskownicach

i mrok  beznadziejnych klubów rockowych.

U-u-u. Pierwsza nuta naszego motywu muzycznego. Maksymalna

                         ostrożność i wyrachowanie, poduszki pod reżyserem,

palce operatora na uszach bohaterki.

W każdym filmie będzie mała sentymentalna chwila. Na przykład

                         ktoś grzebie psa, ale w rzeczywistości tylko udaje.

Nasze filmy nie będą miały wrogów wśród krytyków i dystrybutorów.

                         Wszystkim im wyślemy kartki pocztowe z tekstem: „Jesteście

                         najlepsi”.

W naszych filmach samoloty będą huczeć szczególnie imponująco.

W każdej bramie będą chować się żołnierze. Niektórzy — dezerterzy, a

                          niektórzy — nie.  (W naszych filmach.)

O naszych filmach Encyklopedia Brytanica napisze niewiele.

Nasze filmy będą rozdawane żebrakom.

Na pokazach naszych filmów będziemy dowcipkować. Na przykład, siadać na

                           kolana damom.

O naszych filmach będą krążyć pogłoski.

Staniemy się tak sławni, jak nieliczni wybrani.

 

Maksim Borodin

deszcze w żaden sposób nie mogą się zdecydować

co z nami zrobić

zbierają się one masami w centrach hydrometeorologicznych

piją herbatę z konfiturami

przywiezionymi przez montażystów ze wsi

i głośno rozmawiając

próbują nas przekonać

o tym

że świat to ogromny pokój

i nikt nie może z niego wyjść na własne żądanie

dopóki nie skończy się blok wiadomości

deszcze

nasza ostatnia nadzieja na prawdę

i taki niewypał

przed snem

Siedzę w oknie i patrzę,

jak sąsiad drugą godzinę myje swój samochód

Nabiera wodę

ze studni

i leje ją na dach samochodu.

Obliczyłem,

że w ciągu tego czasu zużył dwadzieścia wiader wody

i mimo to jest z czegoś niezadowolony.

Chmurzy się i coś mruczy sobie pod nosem.

My wszyscy

jesteśmy z czegoś niezadowoleni:

pogody,

stanu gospodarki,

stosunków z kochankami,

przełożonych,

dzieci.

I, myślę, że to chleb powszedni.

Tak trzeba.

Na przykład,

wczoraj byłem niezadowolony z kolegów,

którzy do tej pory

nie oddali rocznego sprawozdania ze swojej działalności naukowej

mi,

odpowiedzialnemu przed kierownictwem

za zbieranie takich informacji.

To dało mi prawo do wykorzystania swojej pozycji,

i teraz,

póki oni są niezadowoleni

z podwojenia ilości stron sprawozdań,

mogę

skupić całą swoją uwagę

na obserwowaniu

wody,

padającej na ziemię,

na muzyce Franka Zappy,

huczącej z głośników,

i

książce Paula Éluarda,

którego wiersz

„Wolność”

rozrzucali w charakterze ulotek angielscy piloci

nad

okupowaną Francją.

Niemcy byli niezadowoleni.

Francuzi także.

Myślę, że i piloci byli niezadowoleni,

nie mówiąc już o mnie,

którego wierszy nigdy

nie rozrzucano

nad terytorium,

zajętym przez nieprzyjacielskie wojska.

 

Бартош Вуйцик

.

http://www.china.com (ver.2.0)

.

.

cколько стоит строка –

китайский чеснок, вампирское лакомство

в государствах срединных

оплат

какая цена клавитуры –

спроектированной в японии,

собранной в китае,

купленной в польше,

где каждая литера

надзиратель*

.

.

*klawisz ,
помимо клавиши ли музыкального инструмента, кнопки компьютера или пишущей машинки
еще “надсмотрщик“
(в польском тюремном арго)

.

.

Władimir Fiodorow

STENOGRAMY WSZECHWIZJI

Widzę chałat zawinięty kilkakrotnie, wewnątrz dzbanek, klucz.

Widzę człowieka w burnusie.

Czapka frygijska.

Czarno-biała fotografia starego, pomarszczonego człowieka.

Zdjęcie nieznanych ludzi.

Widzę tarkę do prania, na niej – cienie galopujących rycerzy („Jadą na ratunek Czarnej Elzie”).

Dym.

Postać człowieka ściskającego w dłoni garść piasku, wykonana w stylistyce plakatu z epoki Breżniewa.

Podwórze starego rosyjskiego gospodarstwa. Kobieta z deskami rąbie płot. Świeci słońce.

Para.

Dziewczyna w chustce wygląda z trzęsawiska, oświetlonego słońcem. Wszystko wydaje się niezmiernie wzruszające.

Wierzbowe gałązki przedstawione na papierze Whatmana.

Malarstwo w stylu rosyjskich Pieredwiżników: fotel z wikliny, oblepiony zielonkawą gliną, z którego zwisa dziecko z białymi włosami.

Otworki na wodzie.

Płyną kaczki. Wyglądają bardzo wiarygodnie. Moje oczy znajdują się na jednym poziomie z kaczkami.

Widoki mokradeł.

Wyschnięte pożółkłe trawy, a za nimi rośliny iglaste.

Bezpretensjonalne rosyjskie piękno.

Twarz z sarkastycznym wyrazem, snycerstwo.

Zasypany kawałek kołowrotka. Sucha ziemia, grudki pyłu. Widać bardzo suchy, jasny pył w zbliżeniu.

Lico wiejskiej dziewczyny, w chustce. Wyraz twarzy spokojny. Wrażenie, że jesteśmy na północy Rosji.

Kępy na bagnach.

Zagajnik.

Kolory jesieni.

Świerk.

Pan sinobrody, we fraku, z zatroskaną twarzą. Najwyraźniej to postać z filmu.

Bardzo śmieszne domki dla ptaków w kształcie chińskiej pagody. Całkowicie pokryte zwisającymi soplami ludu.

Widzę procesję we mgle.

Widzę opady śniegu. Przebija przez nie świerk

Widzę źle wykonanego królika-zabawkę, siedzącego na prawdziwym śniegu.

Widoki Petersburga, namalowane akwarelami. Dama i mężczyzna patrzą na rzekę. Szarawy koloryt.

Pusta w środku staruszka, w brzuch której włożono łódź. Wszystko to wygrawerowane.

Widzę grawiury.

Widzę lisa w czerwonym kapeluszu na burcie żaglówki, za nim pokład. Najwidoczniej piraci zabawiają się. Lis stoi na łapach, na kłębku czarnego sznurka. Oczy czarne, błyszczące. Patrzy prosto na mnie.

Rycina, ręcznie barwiona akwarelami: dwóch żołnierzy przeciąga gigantyczny pęk białej broni.

Konie stojące dość daleko pośród traw. Przykryte brudnymi tkaninami. Widać jasną, niebieską tkaninę w białe grochy. Ludzi nie ma.

Widzę puszysty szary dywan.

Widzę rosyjskie pieniądze.

Widzę ogromnego Buratina pod wodą.

Biała wiewiórka z czarnymi błyszczącymi oczami. Posila się czymś zielonym. Najwyraźniej, orzechami.

Kotki i koty, leżące na poduszkach. Przypomina to ręcznie barwioną akwarelami fotografię. Niezauważalnie poruszają się.

Widzę, koszyki – rząd starych, wielkanocnych koszyków.

Sztych: park dworski, widok z góry. Starannie zarysowana brama i duże puste pole, gdzie płotkami wyłożono monogram, widoczny tylko z lotu ptaka.

Sztych: Flota wychodzi w morze. Sztormowe niebo.

Kilka rycin o tematyce morskiej. Flota żaglowa.

Widoczna wyryta tęcza.

Widoczny grawerowany, zamarznięty w lodzie, żeglarz (być może zapożyczony z ilustracji Dore do „Pieśni o starym żeglarzu” Coleridge’a).

Niedbale wykonana grawiura, na której są dwie latarnie.

Monogramy oraz różne rodzaje pisma z XVIII i XIX wieku. Niektóre wygrawerowane na stali. Tekstura stali nader prawdziwa.

Widzę szkielet abażuru. Sprawia wrażenie czystego i przyjemnego.

Widać grubą tkaninę, podobną do pluszu. Krawędzie obszyte pomponami.

Widzę budynek rządowy, przypomina Biały Dom. Pomarańczowy samochód, z którego wychodzi chudzina w futrze z puchu łabędzia.

W oddali widać ogromny obelisk.

Widać, że coś rozbija się w drzazgi.

Widać rzeźbę anioła z książką i rogami. Rogi w kształcie liry. Rzeźba pomalowana farbą olejną.

Widzę monety.

Widzę ordery.

Widzę kolekcję orderów. Krzyże.

Widzę kompleks architektoniczny, zbudowany częściowo w stylu Trzeciej Rzeszy, w duchu Speera i Hitlera, ale bardziej oświecony, bez totalitarnego smaku.

Widzę schody ruchome.

Widzę ogromny pień drzewa. Na konarach drzewa siedzą niedźwiedzie, wilki, borsuki i inne zwierzęta.

Widzę przód Rolls-Royce’a.

Widzę dziewczynę w stylu obrazów Renoira, ale żywą, która coś mówi.

Widzę miejsce w Paryżu, w którym pochowano Napoleona (Pałac Inwalidów).

Ludzie wychodzą z samochodów, kilku carskich generałów stoi na balkonie, pozdrawiają lud. Wśród nich kobieta, całkiem podobna do Krupskiej. Generał przemawia. Postać generała zapożyczona z filmu „Adiutant jego wysokości”. To generał Kowalewski. Obok Krupska.

Widzę niemieckiego żołnierza – faszystę, podnosi rękę w geście „Heil!” Mundur bogato zdobiony, prezentuje się lepiej niż w rzeczywistości. Dominujące kolory: szary, czerwony, złoty. Gatunek: portret paradny.

Sztandary. Na jednym z nich nimb, pokryty poziomkami. Na drugim pszczoły. Złoty haft.

Rosjanin w wysokiej czapce, podobny do woźnicy. Patrzy z wyniesienia, policzki czerwone, ponure spojrzenie.

Widzę cokół budynku.

Widzę procesję ludzi paradujących wśród wypielęgnowanych krzewów. Głowy powiązane prześcieradłami. Jak w szpitalu.

Mężczyzna, elegancko ubrany, ukrywa się w krzakach. W jednej ręce piłka, w drugiej zakrzywiona fajka.

Widzę odwrócony pejzaż morski. Żaglowce płyną masztami w dół.

Odwrócona grawiura z kartuszem.

Widzę cień brody, padający na przepiękny marmur. Broda należy do kapłana.

Widzę rzymskich kapłanów w przepysznych szatach.

Centralna część Bazyliki św. Piotra w Rzymie. W pobliżu ołtarza stoi dziecko w czerwonych gumowcach.

Widzę starszego mężczyznę z siwymi rozwianymi włosami. Stanowczy wygląd, przypomina grubego orła.

Widzę fontannę, w której pluska się kilka dziewczyn w czepcach, albo w chustkach. Poza tym są nagie. Fontanna znajduje się w środku budynku, który przypomina teatr.

Widzę wygrawerowany obłok.

Widzę twarz przedstawiciela egzotycznych narodów (Polinezyjczyka). Usta pomalowane białą farbą, zamyślony wyraz twarzy, przebite nozdrza.

Widzę szczelinę między dwoma słupami z granitu.

Widzę Don Kichota, w ataku śmiechu, odrzucającego głowę do tyłu, przeobrażającego się w Sancho Pansę.

Widzę pożar. Unosi się biały dym. Bardzo ciemny gęsty czerwony płomień, który wydaje się blisko. Potem widzę popiół, powoli stygnący.

Widzę niebo, przypominające marmur. Na niebie płonie mały ognień.

Widzę twarz robota.

Widzę twarz Etruska.

Widzę twarz Indianina.

Widzę na ciemnym tle, albo świnię, albo pingwina w śmiesznym kaszkiecikie.

Widzę gestapowca w masce, a raczej w hełmie.

Widzę różne figury geometryczne.

Widzę wachlarzowo rozpryskany dziegieć.

Widzę kolekcję minerałów. Amonity.

Nurek w okularach, przygląda się.

Bez, dziewczyna z opuszczonymi włosami. Siedzi nisko, na górze smugi, jak przy błędzie drukarskim.

Widzę pomnik Potiomkinowców w Odessie.

Widzę pokój, w którym ciasno upakowano, ubite materace.

Wygląda to na skład materaców.

Perskie dywany.

Borsuczek. Przesuwa dziobek przez otwór w płycie granitowej.

Widzę chochłomskie pamiątki.