Wiktor Kaczalin

* * *

Poraziłeś czas,
na dwanaście miesięcy
stał się śnieżynką.

 

* * *

Marnotrawny syn,
wypluwając gwiazdy,
idzie do domu.

 
(przekład z j. rosyjskiego)

Reklamy

Katieryna Kalitko

* * *

skąd przyszedłem z oczyma innego koloru
skąd jestem taki że matka nie poznała we mnie bliskiego
skąd w mym domu ci obcy ludzie
skąd żelazna polewka w mym talerzu
skąd pamięć ręki, ciągnącej się do żelaza,
skąd te zioła, których aromat rozkwita w ustach
i dlaczego boi się mnie mój pies
skąd świeczki z rozszerzonymi źrenicami
skąd mąka na próżno między gwiazdy rozsypana
skąd dzieci wzięły się niewidzialne i płaczą
skąd przyszedłem mówię z drogi
skąd a znikąd tak między łezkami przemknąłem
skąd łzy odpowiadam one z pamięci
skąd pamięć jeśli nie pamiętam jak wracałem
z lasu pola zbutwiałych bagien gaju
skąd wasz strach i dlaczego cofacie się
skąd ten złodziej co ukradł mi moje imię
i schował go w niewykiełkowanym ziarnie
zakopał go w wilczym dole
skąd w niebie dziurka wielkości Boga.

 

Szóstego kwietnia

Śpisz nie z jednym tym oto mężczyzną,
A z całą jego przeszłością, jaka ona jest,
I od czasu do czasu ona przeszkadza ci spać albo po prostu tak przytulać się,
Powiedzmy, często przychodzi wojna i leży między wami, jak dziecko,
co boi się zostać same w ciemnym sąsiednim pokoju.

Wojna, powiada, w arsenale z bezmiarem liczb,
dwoje krewnych, jeden worek z kośćmi,
tysiąc trzysta dziewięćdziesiąt pięć dni oblężenia miasta,
trzy paczki z pomocą humanitarną: olej, konserwy, mleko w proszku,
trzy kostki mydła.
Po ciebie przychodzi czterech, każdy z bronią za plecami,
pokazują ci listę, wiozą w konwoju
przez miasto nocą. Dwa razy, pod rząd,
słyszysz pociski, przelatujące wysoko nad głową.
Pięć razy wyprowadzali z baraku nocą na deszcz
Do wykopanego dołu, w którym gnije już troje,
i za każdym myślisz: w końcu teraz umrę
i wyznaję Bogu – to był nieudany żart.
A oni was rzucą wszystkich twarzą w błoto,
I celują w kark lufą, i musisz tak długo leżeć.
I od tej pory, powiada, przestałem lubić sny, Wszystkie te wspomnienia, wiesz, jakieś nieludzkie,
gdy biegniecie przez las, a oni wam w plecy strzelają,
gdy kula w udzie, a ty wciąż czujesz ten brud na twarzy, i
właśnie wtedy bezlistne drzewo bólu w piersi wyrasta rozgałęziając się,
i nie odpowiadasz, bo czym na to odpowiedzieć,
i wycierasz,wycierasz, wycierasz jemu z twarzy brud,
nawet przez sen
i nawet gdy nie ma cię tu, a jesteś gdzieś tam.

(przekład z j. ukraińskiego)

Linor Goralik

Aleksandrowi Baraszowowi

Jak można pisać wiersze po czternastym stycznia 1942 roku?
Po 6 stycznia 43? Po 11 marca 1953?
Jak można pisać wiersze po 22 lipca 1917?
Po lipcu 1917? Po marcu 1984?
Jak można pisać wiersze po 6 listopada 1972 roku,
11 września 1965 roku, 1 sierpnia 1902.
9 maja 1912?
Jak można pisać wiersze po 26 zeszłego miesiąca?
Po 10 czerwca zeszłego roku? Po 12 czerwca?
Po 14 grudnia 1922 roku?
Po tym czwartku?
Po tym, co się stało dzisiaj o trzeciej?
Straszniejszy, z pewnością, był tylko 4 września 1913.
Tylko 12 kwietnia siedemdziesiąt trzeciego był, być może, znacznie
straszniejszy.
Albo 6 sierpnia 86. 4 września 1913. Albo, powiedzmy,
dwudziesty piąty lipca 1933 roku. Albo dwudziesty szósty.
Ktoś bez wątpienia spadł z przenośnej drabiny w bibliotece,
złamał kręgosłup, nigdy nie będzie się poruszał.
Ktoś bez wątpienia zginął,
przez pomyłkę wysadził się razem z zakładnikami.
Komuś dzieciak pobiegł po lody,
dosłownie za dwie przecznice
i nigdy nie wrócił.
Nie, dosłownie za róg. Nie, dosłownie do sąsiedniego domu.
Nie, wrócił po osiemdziesięciu latach, 25 marca.
Albo dwanaście lat temu, 24 listopada o 15:00.
Umarł 26 w zeszłym miesiącu.
Napisał tylko jeden wiersz, bardzo słaby.

(przekład z j. rosyjskiego)

Sasza Gracz

+++

między łóżkami:
mapa lasów
rzek
i listonosz
przynosi muzykę dla
zakochanych

+++

zawartość zapasowej walizki
22 przymiotniki do
słowa „rzeka”
klęska powódź
błyskawica, guzik,
nóż do papieru,
2 rzeczowniki
do
płatków
po imieniu

Początek drzewa (I)

wiatr zaufania
i
pożar
krzew zapłonął w drżącym wieczorze
w obcym domu
nagle tam! twarze przyjaciół,
wspomnienia,
tworzące:
1. twardą powierzchnię
2. okrągły stół
3. inną ziemię
odkryty „przylądek dobrej nadziei”
albo wiecznie idącego do domu człowieka

(przekład z j. rosyjskiego)

Ilia Kukulin

+ + +

Wszystkie kamyki,
które wrzuciłeś do wody
z różnych linii brzegowych Ziemi, —
z ledwo słyszalnym pluskiem
wrócą w powietrze 
i zawisną w nim, bujając się,
przez dwadzieścia lat
po tym,
jak od nich się odwróciłeś.

Nie wracaj na miejsce.
Nie sprawdzaj. 
Nie wypali.

(przekład z j. rosyjskiego)