Aleksandr Anaszewicz

 

świeże powietrze
powietrza brakowało zawsze
matka dusiła szalikiem
rajstopy naciągałam na pierś
chusteczkę do nosa trzymałam przy twarzy a
kiedy łkałam

wymierzała mi karczycho

później chodziłam
myślałam że wszyscy to mordercy i 
pierwszy chłopak okazał się maniakiem
postanowił że będę miała lepszy orgazm od podduszania
kuł kajdankami całkowity obskurantyzm

potem poszłam do fabryki
na gorącym wydziale po dwanaście godzin
przejebane
piekło
koszmary senne
osiemdziesiąt w skali celsiusza
ale jeść się chciało
chciałam kretonu kupić
na płaszcz

i łzy były duszące
i śmiech dusił

i
dzięki bogu
mam siedemdziesiąt trzy lata
i przypadła mi w spadku dacza
i anyż
i topinambur
i inne warzywa korzeniowe
a najważniejsze

świeże powietrze