Aleksandra Cybula

 

***

 

Kobieta z kokardą na piersi, przypominającą złożone dłonie,

jej posągowość na eskalatorze.

Chłopiec z zamkniętymi oczyma na ławce, przejmujący.

Sprzedawczyni bzów poźnym wieczorem

na rozpalonej alei, szklana.

Wokół nich — pewien nadmiar albo prześwit.

Właśnie tak, na rozgrzanej plaży

wczasowicze usuwają się przed niedorzecznym trupem,

którego brzuch bezwstydnie zaokrąglił się, a z ciała od razu

zeszła cała zdobyta opalenizna.

Zaraz potem, jakoś przywykając do absurdalnego sąsiedztwa, przez

brak miejsca

wszyscy zaś ścielą w pobliżu, osiadają, usprawiedliwiają się.

Dojrzały brzuch rośnie, słodkie, uśpione nasionka

wrzeszczą i skrzeczą.

 

Reklamy

Aleksandra Cybula

.

*

.

Był pożar i wszystkie zwierzęta spłonęły.
Był deszcz i strącał płatki dzikiej róży.

Człowiek zrobił krok pod pociąg, ale pociąg pojechał w drugą stronę,
i zdumiony człowiek pozostał w osłupieniu.

Próbował się wydostać, raził prąd,
ręki nikt nie podał. Powoli nadjeżdżał
kolejny pociąg, nie dając sygnałów katastrofy.

Tak we śnie dziecka skoczyć z mostu
i trafić do podwodnego królestwa,
gdzie pogrożą ci palcem i rozgrzeszą.

Nikt nie skona.
Wszyscy pójdą się kąpać nad rzeczkę.
Wszyscy pójdą szukać muszelki „słuchotki”.

.