Aleksiej Wiaczesławowicz Cwietkow

LEKCJA

ze zbioru opowiadań „Błędne działania”

     Nauczyciel dał posłuchać uczniom kasetę z odgłosami pewnych zwierząt i poprosił o odgadniecie jakich dokładnie. Uczniowie proponowali kolejno: morsy, świnie, czajki, koty, a nawet ichtiozaura, choć nikt nie wiedział, jaki wydaje odgłos. W końcu podał uczniom prawidłową odpowiedź. „ Słuchajcie powiedział to nie są głosy zwierząt. To w ogóle nie są głosy. Taki dźwięk wydają gumowe przeguby łączące połówki autobusu, którym jeździcie do szkoły. Pamiętacie, takie czarne gumy podobne do harmonii. Właśnie tak skrzypią podczas skręcania, słyszycie je codziennie. Zapisałem je na dyktafonie.”

Reklamy

Aleksiej Wiaczesławowicz Cwietkow

ŻONA

ze zbioru opowiadań „Błędne działania”

Od szesnastego roku życia chodzę z ojcem na polowania. Tam i ożeniłem się: ustrzeliłem zwierzynę i poślubiłem ją. Kiedy wlokłem ją za sobą do chaty, czarne z niebieskim odcieniem pióra, opuszczonych w żałobie skrzydeł, ciągnęły się po piasku i igliwiu. Sąsiedzi mi nie uwierzyli, odciąłem sie od tego: „Wybacz, ale to jest jakaś niezwykła zwierzyna łowna, a nie żona!”

Powiedz lepiej, gdzie podział się ojciec? dopytywali się sąsiedzi. Ale nie powiedziałem. Mieszkałem ze swoją żoną nad brzegiem białego jeziora i piłowałem diamentowym pilnikiem jej księżycowe pazury. Na polowanie nie wybrałem się więcej ani razu. Sąsiedzi wkrótce zapomnieli o mnie, wybrawaszy na swoim cmentarzu odpowiedni pagórek i wieszając tam na patyku moje imię. Bez imienia, bez wieku, bez wspomnień i marzeń pełzałem jak kulawy chrząszcz po swojej izbie z nadzieją znalezienia żony.

Ona i teraz niekiedy, w wyjątkowo jasne księżycowe noce, przychodzi, kładzie łapę na moim ramieniu, czule strząsa pstre śmieci snu. Budzi, rozumiem, że „nadszeł czas na spacer.”