Dmitrij Kuźmin

 

* * *

tak wiele nieszczęść

przeszło obok

nas

nie musiałeś

odprowadzać mnie do getta

ukrywać w piwnicy

nie zdążyliśmy

się wtedy urodzić

sąd narodowy

nie zdążył nas

zesłać do miejsca

obok bardachy

w czasach zarazy

nas konających

nie spalili razem z domem

oszalali sąsiedzi

inkwizycja

opricznina

szable zakonników

krzyże rzymian

to wszystko nas omijało

wychodzę

o północy do piaskownicy

na dyżur

nikogo nie ma

 

* * *

lubić

wyjaśniać

co to symulakr

ukradkiem

muskając

przedramię

 

* * *

Widok z trzynastego piętra:

zielona trawa,

jaskrawa kępa drzew

w kolorze kanarkowym,

jak twoja wiatrówka,

i tylko same wierzchołki

są trochę zaczerwienione.

Czarny pies

kluczy między brzozami.

Budowa naprzeciwko

dobiega końca.

Jakieś metalowe elementy,

niewykorzystane podczas prac,

wrzucają do żelaznego kontenera.

Ciężarówka zatrąbiła

chropawym tenorkiem.

Gdzieś niedaleko

nie przestaje dzwonić komórka

z melodią kobzy.

Przerażony

cofam się za drzwi balkonu.

Życie jest na tyle piękne,

że wydaje się,

że umiesz latać.

 

Reklamy