Janis Sinajko

***

w koronach zimowych drzew
dusze wielkich zwierząt
dorównują ptakom

może
półprzezroczysty waleń

gałęzie przechodzą na wylot
niczym czarne ostre żyły
ciągną się do miejsca serca

lecz zgroza ruchu
zmiana wzoru

wysoki blady mięsień słońca
kurczy się wpierw
od jeszcze nie wypowiedzianej rany

 

***

w trupie kamienia
mowa

rozpościera zielone skrzydła

 

***

z głębiny

wyrzucony
tańczący ogród

stalowe ważki niosą na sobie
ocalałą kość
praojca

i ty

przed tym ruchem
wyschnięty okrzyk zielony

wszak
nikt
nie powiedział że zatrzepocze muzyka

to w ciebie
nikt
w ogóle niczego
nie powiedział

 

***

po tej podróży
po skałach i soli

zwietrzymy
się

tylko
słowa wypowiedziane
pewnego razu

wrócą

wymacawszy drugą
drogę
z powrotem

w kość

(przekład z j. rosyjskiego)

Reklamy

Janis Sinajko

***

przyjaciele dzwon i kwiaty.
rowery na  starość
wymieniali się
cebulowymi krążkami.

***

mężczyzna bez znaków rozpoznawczych
w kapeluszu japoński detektyw
dwie ciemnozielone bramy
zły obraz
ona zła
nic nie powie i będzie gestykulować
póki nie odejdziesz
i znowu wrócisz w to samo miejsce
z nożem w rękach
otworzyć czarne drzewo
wyjąć twarz orzecha do nikogo nie podobną
tupiącą skórę nieostrymi ustami

***

powojenne zwierzę i ciuciubabka
pachnęli wyraźnie wodą kolońską
patrzyli w okno
póki za oknem ono wciąż rosło
trzymało siebie u siebie w spodniach
trzymało się jak u siebie w spodniach
żywiołowe przeżycie

(przekład z j. rosyjskiego)