Wiersze o pracy w Wakacie

W nowym wydaniu Wakatu, w moim tłumaczeniu WAKAT

 

Wadim Bannikow вадим банников, Olga Bragina Ольга Брагина, Jelena Gieorgijewska Елена Георгиевская (Elena Georgievskaya), Kiriłł Korczagin Kirill Korchagin Кирилл Корчагин, Władimir Korkunow Владимир Коркунов, Stanisław Lwowski Станислав Львовский (Stanislav Lvovsky), Karina Łukjanowa Карина Лукьянова, Andriej Sien-Sieńkow Andrei Sen-Senkov Андрей Сен-Сеньков, Witalij Zimakow Виталий Зимаков в моём переводе, в общественно-литературном журнале Wakat* (Варшава), свежий номер которого объединён темой „труд и будущее”:

Wadim Bannikow / Вадим Банников
„grając w grę skosi łąkę…” / «играя в игру покоси луг…»,

Olga Bragina / Ольга Брагина
„pójdź do pracy do fabryki produkującej lalki” / «иди работать на фабрику по изготовлению кукол…”,

Jelena Gieorgijewska / Елена Георгиевская
Psie chwyty / Собачьи приёмы,

Kiriłł Korczagin / Кирилл Корчагин
„chór budzi się w zmiennym wietrze…” / «хор просыпается в непостоянном ветре…»,

Władimir Korkunow / Владимир Коркунов
„kamień-na-wyrost…” / «камень-на-вырост…»,

Stanisław Lwowski / Станислав Львовский
„pewnego razu zgodziłem się…” / «однажды я согласился…»,

Karina Łukjanowa / Карина Лукьянова
„w świecie z rtęciowego światła…” / «в мире из ртутного света…»,

Andriej Sien-Sieńkow / Андрей Сен-Сеньков
Szpiegowanie kapitalizmu / Шпионаж за капитализмом,

Witalij Zimakow / Виталий Зимаков
„światło iskrzy na rzece niby…” / «свет искрит на реке…»

Для меня важен опыт взаимодействия. Обычно сам подбираю отдельные тексты определённых авторов для той ли иной „темы” (почти все польские литературные журналы, как правило очерчивают некое поле\направление каждого последующего выпуска). В этот раз предложил тем поэтам, с которыми сотрудничаю прислать то, что видится им cамим подходящим. Перевёл. Получилось достаточно интересно! Правда, некоторые тексты были отложены редакцией „на будущее” в силу „чрезмерной герметичности”… Благодарю всех! Отдельное спасибо Дмитрию Кузьмину Дмитрий Кузьмин (Dmitry Kuzmin) за отклик, содействие, „наводки” и предложенные материалы.

* “Wakat – коллектив работниц и работников слова. Делаем общественно-литературный журнал в текстах и в жизни – в пользу экофеминистической революции и смены производственных отношений. Мы живой номер выкинутый власти…”, – так пишет (немного улыбаясь) редакция о себе и своей деятельности.

 

 

Jelena Gieorgijewska

 

Przezroczysty chleb

        Widzisz przezroczysty bochenek chleba. Przyglądasz się. Rozumiesz, na ile kromek możesz go podzielić: akurat ty, właśnie teraz. Chleb w opakowaniu wydaje się na pokrojony. Dwa kawałki z dołu — równe, dalej zadrżała ręka i wyszedł gruby kawałek z postrzępioną krawędzią.
Min
ęła minuta. А teraz nakroisz całkiem równe, ponieważ ptak za oknem zamilkł. Chlebszkło. Ludzie podchodzą i oglądają przez niego ściany, głowy obcych, inne towary na ladzie.
— A ci ludzie — to klienci, a nie obserwatorzy?
— Tak. Nie.
I oni widzą pierwszymi oczyma — na ile kromek pokroić chleb, a drugimi — ściany i głowy obcych i zamykają drugie oczy.
Rozcinanie na fragmenty twardego szkła tak łatwe, jak gdyby z miękkiego szkła. Czekasz, kiedy pojawi się nierówny kawałek, a jeśli od samego początku wszystko szło jak po maśle…
Nigdy nic jak po maśle nie idzie. Myślisz, że ty jedna zrozumiałaś to szkło i rozsypałaś się na tłum gapiów, a podobne do ciebie istnieją gdzieś daleko — na tyle podobne, że ich po prostu nie może być — i wszystko to usprawiedliwia twoją bezczynność? Oto N. niczego podobnego nie widzi.
— Ona jest młodsza — powiedziała K. — zobaczy później.
— Nie, ona jest dobrym człowiekiem. A nawet jeśli i zobaczy, do tego czasu przestanie mnie interesować.
K. wyszła na ulicę. Pięknie, tylko rozplanowanie dziwne: czterdziesty ósmy dom obok pierwszego. Sąsiednie siedzenia w autobusie zajęły dwie tanio ubrane brunetki, przypominające młodo wyglądającą matkę i starszawą córkę, jedna z nich z żółto-niebieskim manikiurem.
Jeśli to mieszkanki Kaukazu, pomyślała K., a więc to po prostu zbieg okoliczności, ale przecież bywają Ukrainki podobne do Czeczenek. Na tej ulicy przezroczystość nie ukorzenia się. Kiedy K. wydało
się, że określiła pochodzenie, jedna z kobiet srogo spojrzała na nią, K. od razu zapomniała, że ustaliła która z kobiet podniosła głowę.
— No tak, po prostu chcesz zobaczyć mój łeb szklany — mówił wróg, kiedy jeszcze nie wyszła z poczekalni — a potem pokroić na kawałki i sprzedać.
— Nie, chcę, żeby inni nie budowali z głów ściany — odrzekła K. — Nie ważne z jakich.
Brzmi pięknie — jak handel szkłem. Ono brzęczy albo świeci. Nieważne jak.
   Pasażerki obok sposępniały, ktoś otworzył szyberdach, chlusnęło powietrze. No tak, nie wierzę, że mogą być one Czeczenkami ze straganu i przy tym znać te wszystkie niuanse, pomyślała K. Oczywiście nasze szkło — to takie czarne symbole. Niektórzy sądzą, że starcie symboli — najważniejsze, o co trzeba walczyć, a w gruncie rzeczy litery — są niczym chrząszcze na chlebie. Pod żadnym pozorem nie zabijać. Są żywe. Kobiety obok zastygnęły jak martwe. Ta górnopowietrzna ulica podzieli mnie, pomyślała K. Te kobiety — skoro niczego nie wiem, uznam, że to siostry.

 

 

(przekład z j. rosyjskiego)