Kuźma Kobłow

***

na początku bóg stworzył rower
potem elektroniczną pocztę, potem rzekł
teraz nie ma potrzeby snu, spać
więcej nie musicie, ale to
oczywiście nie może tak od razu
dziś śniło mi się miasto
nie wiadomo dlaczego Tokio, pożar
sam koniec wojny, kwarantanna
stoję z wyciągniętą ręką, a ptaki
wielkości paliczka mojego małego palca
intensywnie wydziobują z niej ziarna do krwi

 

seria „prototypy”

..

rozproszenie: wejście i widok, piękny kącik,
rozprzestrzeniający czerwień z odwrotnych stron

„a zatem, to się dzieje, i dzieje się po dwakroć”

świat — wolność zbiegu okoliczności

sklepienie dokumentów, rozwartych na każdej stronie

..

mój kompan opowiadał mi o lekkości naszego ładunku
wspominał o niezwykłych zaletach naszego okrętu

(ms. found in a bottle poe)

wkrótce potem
zainteresowałem się wodą

(art after philosophy kosuth)

ósmego września

..

zamiar opowiedzieć o swym życiu
pozostawia mi dwa dokładnie przeciwne warianty

fala

w duchu „niezadowolenia wypowiedzią”
bądź — nieprzyjemności od wypowiedzi

epigraf, powód
staje się chłodniejszy

..

w końcu przyznali tak
rzeczywiście nie ma żadnego brata

pytają ją po trzykroć gdzie
brat ona na to ja nie mam

pytają ją po trzykroć gdzie
brat ona na to ja nie mam brata

..

potoki obecności
w rozwarciu kilku ulic

jakaś „ukochana”

koczownictwo
parataksa

głównie południowe zapisy

 

powierzchnie

..

proste domy — tylko okna
nic nie jest światlejsze

lecz niczego nie wiemy o tym
naprzeciw — odkrycie

za mało pamięci
gramatyki architektur
ognisko zakażenia

północno-zachodni wiatr

test obrazów
zniekształcenie pola
pejzaż i
zmywająca go fala

gniazda
kwitnienie gniazd
otaczający świat zawisł

..

samochody, drzewa
dwa słowa
nowe zapisy
próby niepokoju
sucha pragmatyka dzienników podróży
odjazdy, ptaki
dworce kolejowe według Sebalda

w porównaniu
ekrany okna
dźwig z logotypem „linia pozioma”
wewnętrzna bezczynność

problem reżimu: zdjęcie albo fotka
nieubłagana dłużyzna, upał
przyrząd do wyimaginowanej nawigacji
foto akacji

myśli i listy o ptakach

..
cień w odbiciu
lato, wiatr

słońce w rozumieniu liczb
geometryczny promień
zamykania
pamięci popiół

jednak i odczyt kopii
zażyłe podstawy
minus-drogi
jednak i zrozumienia
widzisz — woda

wakacje na zdjęciu
roślinny kokon
ogród przez noc

przestworza wolnego miejsca
nieobecności „między”

usypany z żużlu stok
białych plam
na stopionej kliszy
na słońcu
lenistwo, wieczór

(przekład z j. rosyjskiego)

Reklamy

Dmitrij Gierczikow

***

samotny film z busterem keatonem
kobiety za oknem nie mówią o niczym innym oprócz swych mężczyzn
oni wiedzą jak wierzyć w ateizm
oni wiedzą jak uścisnąć dłoń żołądkowi, lecz nie
wiedzą jak stać się takim gównem jak ty,
kąpiemy się w różowych drożdżach, koteczku
kąpiemy się w różowych drożdżach, koteczku
gdzie masz ręce, koteczku? — które podobały mi się:
samotne gówno w miasteczkach na południu
ubiera marynarkę i wychodzi do kobiet
bez krzyża i koszuli
już dawno nie rozmawialiśmy po niemiecku, koteczku
już od dawno wiemy jak nie rozmawiać po niemiecku, koteczku:
ja — imbir
ja głęboką nocą
w miastach w miastach,
by zostać synem boga:
nie ma czasu nie ma filmu nie ma czasów
ja — zaczynam, ja — imbir, ja — buster keaton

(przekład z j. rosyjskiego)

Janis Sinajko

***

w koronach zimowych drzew
dusze wielkich zwierząt
dorównują ptakom

może
półprzezroczysty waleń

gałęzie przechodzą na wylot
niczym czarne ostre żyły
ciągną się do miejsca serca

lecz zgroza ruchu
zmiana wzoru

wysoki blady mięsień słońca
kurczy się wpierw
od jeszcze nie wypowiedzianej rany

 

***

w trupie kamienia
mowa

rozpościera zielone skrzydła

 

***

z głębiny

wyrzucony
tańczący ogród

stalowe ważki niosą na sobie
ocalałą kość
praojca

i ty

przed tym ruchem
wyschnięty okrzyk zielony

wszak
nikt
nie powiedział że zatrzepocze muzyka

to w ciebie
nikt
w ogóle niczego
nie powiedział

 

***

po tej podróży
po skałach i soli

zwietrzymy
się

tylko
słowa wypowiedziane
pewnego razu

wrócą

wymacawszy drugą
drogę
z powrotem

w kość

(przekład z j. rosyjskiego)

Sasza Moroz

*
ogromne jesienne pole
seria opisów, w których
ogromne ryby
pomarańcze, cytryny, mielony kminek
samotworzące się obiekty
zamalowane lustra
forma sonatowa
ćwiczenie numer jeden
ślad po saniach

*
formy wyjścia za granice kręgu
piłka nożna
płaszczyzna
może czynić to, czego nauczyli ją robić
delfiny
ta
delfiny
ta ta ta to to (niskie w środku, bliżej końca)
ta to ta ta to ta

*
plunął resztkami pasty do zębów na plecy
marchew cebula jedna
ziemniaków też cztery
pomidory trzy
pierwszy dzień opadów śniegu
marksa sto siedemdziesiąt siedem pięćdziesiąt jeden
nieoczekiwane posunięcia
rybiki
trzy dni chodziliśmy po ciemku, na czwarty pojechaliśmy na dworzec i zwiedziliśmy miasto
kamienie nazębne
sny o białym śliniku
własna siwizna na cudzej głowie
sny o grudach
sny o krewnych
dwa (trzy) leśne obrazki; pociąg, spadła
szprycha
-cyna
-cyna
charyzmatycy krótkie sufity
zmięta pomięta bawełna chruszczowki
martwy ptaszek w wodzie, pełnej meduz
niedźwiadki w jadalni
rumiany chłopczyk
żelazny chłopczyk

(przekład z j. rosyjskiego)

Walerij Ledieniow

* * *

kilometry
gałęzi
list
i różnica
przy drzwiach wagonu
gumowy brzeg
i
za niego
czepiam się

rozpoznaję siebie w rozmowie naprzeciw
wkładam w to
nocne koszmary
komplementy
ostateczne terminy
oczekujących w odtwarzaczu
london grammar

 

* * *

w listach
jesteś bardziej interesujący

od spotkania na żywo

nie zakończonego w porę
w głowie ze szkiców

 

* * *

sterowce
twych
opowieści –

rzędy
ich hangarów
wywiodły nas
na nadbrzeże

twe płótna na podłodze
powiększone fragmenty
obcych
nie istniejących w życiu
obrazów

odczucie koloru
z dzieciństwa
nieznane
dlatego
że
nie pisałem
do ciebie
wcześniej

mówiłeś
że
więcej
nie poczujesz
niebezpieczeństwa

przekreślaliśmy
niepotrzebne

smagał
nas
wiatr
znad Dźwiny

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Fridrich Czernyszow

G.
świątynia zoroastera zamknięta w niedzielę
i w ogóle znajduje się na prywatnym terenie
po kiego to żyć tam gdzie darzyli czcią ognień i zamykać go
jak szopę
polny mak, lewkonia i pasterska torba
i nieznane jasnofioletowe kwiatki
co ty tu robisz?
skrzywione czubki trampek o schody
zielona figa na drodze i
zapłacona wszechświatowi monetka
co wypadła z dżinsów w kabinie kolejki linowej
polny mak, lewkonia i pasterska torba
i maleńkie nieznane jasnofioletowe kwiatki
leczniczy wywar od wszystkiego niedobrego
mieszkanie w którym został przenocować
tak duże nie bywałem w takich od trzech lat
w ciemnej sypialni z balkonem dziwne uczucie
zastygniętej uśmiechającej się przeszłości
polny mak, lewkonia i pasterska torba
i maleńkie nieznane jasnofioletowe kwiatki
jak zdjęcie rozmytego z czasem tatuażu
w którym mimo wszystko da się odgadnąć rysy ukochanego

 

* * *

kobiety w wieku od 15 do 45
narażone są na większe ryzyko przemocy domowej
w rodzinie lub na ulicy
niż na ryzyko raka czy wypadku samochodowego
od seksu umiera więcej kobiet niż od wojny
od tego co nazywa się seksem
chuj wystrzela częściej od karabinu
chuj groźniejszy od pijanego za kierownicą
czy też zepsutych świateł
nie da się zamienić na zabawkowy
jak automat chłopcu ze wsi
(zamienić go na zabawkowy to wstyd albo za drogo
albo i to i to jednocześnie)
tym dwóm wyraźnie nie starczyło broni
dlatego poszli okraść sex shop
by nie psuć statystyki konkurującej z wojną
i gdy trzymamy się za ręce
i nie zabijamy się nawzajem
zabijają nas za to
że ich rozbrajamy

 

* * *

co nam wspólnego/zostało
gdy spotykam zdjęcie trzeciej rzeszy
wysyłam je tobie

gdy o Bratysławie albo bdsm to żeńkie
gdy o tobie to wspominam jak pieprzyłeś się z maszą

gdy wróżę maszy myślę że to o tobie

niekiedy wchodzę na stronę loszki
tak chce się jemu napisać homofobowi
z kim spał okazuje się

czasami do innego loszki
ale niczego nie piszę
choć wszystko to wiemy

w naszym mieście było (jest?) miejsce
gdzie różnej wielkości rury
tworzą wzorzystą ścianę

wszyscy wiemy gdzie to jest

 

* * *

cóż mam napisać w swoim anonsie że
jeśli przyciągniesz mnie za pasek do siebie i rozepniesz to możesz się ciężko zdziwić

nad moją głową wieloryby przebiły sufit
nocą chlusnęła woda
i napełniła mieszkanie
mogę w nim pływać
mogę pływać już trzy lata
i przedtem mogłem, ale wcześniej
za niewielką opłatą
po prostu niczego nie czuję
ani bólu ani chłodu po skalpelu
niczego nie czuję

raz dwa trzy po ścianach cieknie woda
raz dwa trzy pociągnij mnie za pasek
wyruchaj w trzech superszybkich pociągach

i nigdy nie

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Linor Goralik

Aleksandrowi Baraszowowi

Jak można pisać wiersze po czternastym stycznia 1942 roku?
Po 6 stycznia 43? Po 11 marca 1953?
Jak można pisać wiersze po 22 lipca 1917?
Po lipcu 1917? Po marcu 1984?
Jak można pisać wiersze po 6 listopada 1972 roku,
11 września 1965 roku, 1 sierpnia 1902.
9 maja 1912?
Jak można pisać wiersze po 26 zeszłego miesiąca?
Po 10 czerwca zeszłego roku? Po 12 czerwca?
Po 14 grudnia 1922 roku?
Po tym czwartku?
Po tym, co się stało dzisiaj o trzeciej?
Straszniejszy, z pewnością, był tylko 4 września 1913.
Tylko 12 kwietnia siedemdziesiąt trzeciego był, być może, znacznie
straszniejszy.
Albo 6 sierpnia 86. 4 września 1913. Albo, powiedzmy,
dwudziesty piąty lipca 1933 roku. Albo dwudziesty szósty.
Ktoś bez wątpienia spadł z przenośnej drabiny w bibliotece,
złamał kręgosłup, nigdy nie będzie się poruszał.
Ktoś bez wątpienia zginął,
przez pomyłkę wysadził się razem z zakładnikami.
Komuś dzieciak pobiegł po lody,
dosłownie za dwie przecznice
i nigdy nie wrócił.
Nie, dosłownie za róg. Nie, dosłownie do sąsiedniego domu.
Nie, wrócił po osiemdziesięciu latach, 25 marca.
Albo dwanaście lat temu, 24 listopada o 15:00.
Umarł 26 w zeszłym miesiącu.
Napisał tylko jeden wiersz, bardzo słaby.

(przekład z j. rosyjskiego)

Sasza Gracz

+++

między łóżkami:
mapa lasów
rzek
i listonosz
przynosi muzykę dla
zakochanych

+++

zawartość zapasowej walizki
22 przymiotniki do
słowa „rzeka”
klęska powódź
błyskawica, guzik,
nóż do papieru,
2 rzeczowniki
do
płatków
po imieniu

Początek drzewa (I)

wiatr zaufania
i
pożar
krzew zapłonął w drżącym wieczorze
w obcym domu
nagle tam! twarze przyjaciół,
wspomnienia,
tworzące:
1. twardą powierzchnię
2. okrągły stół
3. inną ziemię
odkryty „przylądek dobrej nadziei”
albo wiecznie idącego do domu człowieka

(przekład z j. rosyjskiego)

Ilia Kukulin

+ + +

Wszystkie kamyki,
które wrzuciłeś do wody
z różnych linii brzegowych Ziemi, —
z ledwo słyszalnym pluskiem
wrócą w powietrze 
i zawisną w nim, bujając się,
przez dwadzieścia lat
po tym,
jak od nich się odwróciłeś.

Nie wracaj na miejsce.
Nie sprawdzaj. 
Nie wypali.

(przekład z j. rosyjskiego)

Jekatierina Zacharkiw

* * *

jestem tym, co czuję: bicie, pierwsze uderzenie
obsypuje się jak wachlarz drewno krzywo wrzyna się promyk
w dym nad manufakturą gdzie stoisz w białym
i patrzysz na salwę nadwyrężonej obrony
dopóki w naszym świecie latają kropki mój młodszy brat ogień
w polu nie wystarcza mu tchu

ściska mą twarz w dłoniach patrzę na burzany
jego ręce ciekną po mej twarzy patrzę na burzany
i na kraj tego zmroku

jestem tym, kto rozłączył się ze sobą w tej akcji na zawsze
rozłączyłem się z polityką w iskrach pod leningradem
stoisz w biały przy szkolnej tablicy wewnątrz dymu
dyktando porusza nas nie wiemy w jakim mówić języku
brzozowy dziegieć na kraj tego zmroku dywany nowych hoteli
ręce ognia ciekną po mej twarzy

* * *

prześladując spojrzeniem dalekie spotkania
ocknąwszy się w marmurze mówisz mi
witaj we śnie twej mowy
zgaszonej o krawężnik

nadal nie przeszło i nam nie bardzo poszczęściło się
nie do usunięcia brzęki terroru, odcięte małżowiny uszne
jesteśmy owinięci cienkim błękitem i czymś pośrednim

w tym śnie jesteśmy niby chłopakami i całujemy się
tak wymieniamy się słowami, bezpośrednio, z ust
do ust, po plaży i tańcach, na zamierzonej jawie

z zasadzki wypływają partyzanckie wilki
i oblekają się w cień, widzimy jak my — to muzyka
dźwięk czystej zmowy, liberalnego znaku

* * *

do pasa wybielone ciała, w spokoju las
rozproszone działania mutantów
przeżute szkło, spokój ulic
spokój cielesny rzęs
proszę bardzo,

interfejs wymierania, postrzeganie krwią
umywalek, doliny, uczniów, twojego
wstawaj,

nie, nic nie jest miłością
jesteś czarna niczym vera hall
w piersi twej białe urojenia, u podnóża góry
cały dzień raduje się dusza i przerywa się
widzisz,

imituje
militarystyczny obraz uścisku
ziemia skończyła się, wyciągnięte listy
jak flagi w mieście potargane na wietrze w świetle reflektorów
kurz syntaktyka wyłącza przewód wspomnienia

obraca się słońce w oczodołach
nazwij ten krąg
obiecaj że nie wolno odwrócić się

(przekład z j. rosyjskiego)

Gleb Simonow

* * *

to wszystko nie o tym
szybki dreszcz
podnosi podpory tamy
w domu stania
pada głównik

* * *

woda za drzwiami
czeka —
(konieczność otwarcia
spustu)
to jest o czymś,
milcząca
na murbeton

piesze ogniki

* * *

oni wyszli z brzegu —
— co nie? — rezygnując z wioseł,
studziennej gliny, mostów,
rezygnując —
wiatr, schodzący z góry,
wygina czubki sosen.
spokojna fala.
nikt nie ma pojęcia, co robić.

* * *

kiedy skończy się dzień —
odwołają strażników.
ziemię zaścielą
pod samym niebem.
wybiorą miejsce —
i długi styczeń,
cichy i nowy
prawie nieruchliwy
wyciągnie ręce
gdzieś jeszcze —

będą biały obrus
iskrzące pole
i mały dreszcz
na wylanej wodzie

(przekład z j. rosyjskiego)

Anton Prozorow

***

nie napisałem ani wersu
nie wymówiłem ani słowa
nie opuszczałem pokoju

siedzę
uśmiecham się

na stole
w podarunkowym opakowaniu
nietknięty dzień

światło pada z wysoka

nasze domy
nasze drzewa

szumem i szelestem
cywile
wyszli pooddychać

i ja sam
jestem powolnym
gościem w parku

myśli-rowerzyści
przeganiają mnie

(przekład z j. rosyjskiego)

Artiom Wierle

 

***

białosępy nad ulicą bałtycką
nad domem numer dziesięć litera a
nad mieszkaniem sześćdziesiąt trzy
coś zwęszyły
krążą
wyrzuć stęchłą różę
wywal stęchłe ubrania
wymieć stęchły kurz
wylej stęchłą zupę
wytrzep stęchłe materace
wysraj stęchłe gówno
odlatują?
odlatują
lecz z mieszanymi uczuciami
i z pewną niechęcią
jakby czegoś zapomniały
wyłączyć coś

 

***

był lekki jak ptak
takie przemknęło zdanie
to nie oznaczało że
był lekki jak struś
czy nawet jak flaming
miałem na myśli że był lekki
raczej jak wróbel
i nawet jak gołąb byłoby już przesadą
tak więc
inne okoliczności pogrzebu
już ulotniły się z pamięci

 

***

1
nogi i ręce
to oddzielne istoty
i w ogóle ciało
to oddzielny twór
jestem tylko zwierzęciem domowym
tak jego zwierzęciem domowym

2
czasu nie zostaje
czas ucieka
co to jest jeśli nie
(szanowni panowie)
pozostawienie w niebezpieczeństwie

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Dmitrij Kazakow

 

***

gwiazda mniszek wschodzi
gdy modlą się za ten świat
grają w warcaby
rozpłaszczają kolana
suszoną rybą pachnie pokój
i rogi stron
tak pachnie odległość między
gwiazdami gdzie unosi się ich szept
i gdy z lasu do nich wychodzą
samice tutejszych zwierząt
oddać młodę na musztrę
zaczyna się deszcz meteorów
a w sąsiedniej dzielnicy
wypada deszcz
z karasi, babek,
ukleji, okoni

 

***

Dzisiaj staję się współuczestnikiem
Z woli własnej po kliknięciu na link
Tam w Aleppo czy Palmirze
(Mocno zaplątany w strefach działań
zbrojnych ugrupowań)
Wystarczająco po angielsku
Dziewczyna żegna się z humanizmem
Z okrążonych kwartałów
Nie pamiętam przez wojska rządowe
rosyjski czy państwa islamskiego
Iraku i Lewantu
Pamiętam dużą oprawkę okularów
Na przepięknej semickiej twarzy sfilmowanej
Na tle pomalowanej płyty regipsowej
Mało efektywnej
Tak więc podczas bobardowania każda strona niebezpieczna
Dla Aleppo czy Palmiry
Dokładnie nie powiem

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Anna Flejtman Chromowa

 

* * *

policzone centymetry
rozdzielają nas
ostre przecież mają zęby

 

52 rodzaje konfitur

Mówi się,
ХІХ wiek minął w Londynie,
ХХ wiek minął w Paryżu,
ХХІ wiek mija w Nowym Jorku.

A co, gdyby przenieść się gdzieś na odludzie, z dala od głównych dróg?
Gdyby pomyśleć, jestem nawet gotowa nauczyć się swymi rękoma solić oliwki, uprawiać aromatyczne przyprawy i przygotowywać 52 rodzaje konfitur.
Tylko by Nowy Jork, Paryż i Londyn trzymały się ode mnie z daleka.

Do diabła. Tak to jest. 52 rodzaje konfitur, w tym ze skórek pomarańczy.

 

Ważne Rzeczy

mam dość wyrażenia
„mówić o rzeczach ważnych”
pragnę
mówić o nieważnych
o sygnałach samochodowych, rozbrzmiewających za oknem
o zgadze po rybie
o niespodziewanym nocnym deszczu, którego nikt nie usłyszał,
który nie zostwił śladów ani na ziemi, ani w powietrzu,
tylko zmoczył pozostawioną na balkonie książkę
której nie będę cytować
i autora nie będę przytaczać
ponieważ jest ona w całości o rzeczach ważnych
na tyle ważnych, że nieważne, kto i co o nich napisał

 

(przekład z j. ukraińskiego)

Wadim Bannikow

 

* * *

tezaurus słaby
spójrz na ten tłum
nigdy nie nauczy się niemieckiego
łowią ryby i drewno —
nigdy nie zbudują miasta
ale oni mogą rybę —
dlatego latarnia przegrała
nikt nie uczy się niemieckiego
lecz to tylko światła
ale tłum \ nikt nie zatrzyma ich
są rzeczy gdzie straszniej
tłum wdycha miasto
lecz nie ma sił być z nim jak z ukochanym

 

* * *

boi się przepaści sama jest przepaścią
(główny instytut stalina)
po drodze w dół \ po drodzę nad rzekę
(nie mówię, że panią znam
nie ty jedna idziesz pod górę
nie ty jedna)
niesiesz w piersi mnie
niesiesz mnie pod piersią
(nikogo tak nie kochałem

 

* * *

milicjanci piękni jak zawsze
przechodzą obok on i ona
zaciągnąłem się i przywitaliśmy się
potem poszliśmy się kąpać
i znowu na huśtawki
oto mówią kajdanki
a tymczasem
nic nie może być przez nie ograniczone
ile razy próbowałem zostać artystą
brałem instrumenty i wyjeżdżałem gdy zbliżał się wrzesień
i brałem farby
suchymi miotełkami robiłem linię
woda spada od razu we wszystkich stanach skupienia
gdy woda nie spada
wtedy jest w stanie pary
u mnie w środku też jest maleńki deszcz
ściągnęła mundur
a przed tym była w mundurze

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Jewgienij Piwień

 

***

wieloletnią chmurę
przywiązano
do pyłku w kąciku oka
co rozumiemy jako
„strasznego” wykładowcę
na wypłowiałej tabliczce
znalezionego pośród stepu
budynku
tam runiesz
na królicze skórki
i jakoś przezimujesz
odpoczną oczy

 

***

sprytnie zebrane
przewstworza skąd nie ma
wyjścia: światło-pawilon
zdaje się urzeczywistniliśmy
upragnioną wieczorną pielgrzymkę
do zapomnianych krewnych
w głąb osiedla
ich pokoje na oścież
jak stare drewniane przesyłki
szpitale położnicze dla królików
skrytki dla papierosów
podwieszone w ziemi
piją korzeniowy świt
i widzą
i widać ich

 

***

łabędzie
sześć i pół pary
leży
u wezgłowia stawu w nagrodę awatarka
wystrzału nie pochodzi z okna
sprzedają papierosy uczniom pierwszej szkoły
chwytliwy refrenjak mszyca
rzadziejjak pająk
by po minucie jeszcze po jednym
napuszywszy ogony wyrwać słońce z
ferm wysokiego napięcia i nieść
najpiękniejszą w klasieoto głowa łabędzia

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Anna Głazowa

 

***

twarz
to władza nad drugim
oczy
miejsce spotkania

pod zmową
tajnych znaków i pominiętych naznaczeń.

tam twarz
bez podobieństwa
gdzie jej rysy
nie przechodzą

pod zegarem.

.

***

słowa to też zwierzęta
lecz żyją w stronę przeszłości
i idziesz za nimi nie naprzód
a po śladach

rozchylając mrok rękoma
i rozbijając na szept.

jednak one same
zastawiają pułapki
a gdy wpadniesz –
wyją żałośnie
nie po imieniu.

 

***

spróbuj zwinąć to czego się nie da zwinąć:
morze; wąwóz; resztkę życia,
lub rozstrzygnąć to co niezdecydowane,
wziąć w gołe ręce
zwykłą pustkę.

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Andriej Czerkasow

 

_

obywatele
ostrożni

widząc jak po woli
toczy się kamienna kula
jadą za miasto
gdzie już przygotowano
tymczasowe zabudowania

a cała reszta
znowu lepi siebie ze śniegu
tworzy białą tkań
obdarowuje się
pustymi zeszytami
na święto
każdego dnia

 

_

kraj
oślepiającej
lekkości

można                                                                                                                                         powiedzmy
skaleczyć się
słowem lecz
znaczenie
wyśliguje się
z palców

sny
błogie—
przewijasz
kilka sezonów
i wszystko zwyczajnie milczy
przez światło
oczekując
wczesnej jesieni
a potem
znowu zimy

 

_

nowy plac
dla odświeżenia
pamięci

jutro
domaga się restartu
chmurnej służby

ale niebo i tak
zaciągnęło się śpiewem

wyznaczono czas
by uczyć się słów
i nie czuć
zupełnie niczego

przed tym
jak przechodzić
przez drogę
przed blisko padającym
śniegiem

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Jewgienia Susłowa

 

ELEMENTARNE WIZJE, WTEDY

GDY CAŁA BROŃ 

WYWRÓCONA  Z ZIEMI, NIEBA,

CIAŁ I PIASKU

Nikicie Lewitskiemu

 

1.

W biały dzień się zebrali

i odcięli rękę,

najmniejszą ze wszystkich,

jaką mogli znaleźć

w tym rejonie.

 

2.

W rękę zawinęli wszystko,

co mogli dojerzeć.

„Ich uścisk/objęcie zobaczymy

z daleka”.

 

3.

Wspomnienia części

tracą oddech –

by je uwolnić,

zabójcę wywiń,

na skórze jego napisz

jego odwrócony kształt

i zawiń to

biedne ciało w list.

 

4.

Zasnęli i widzą,

jak twarze odcięte

błyszczą w słońcu.

 

5.

Z każdego snu

wychodzi miłość niepodzielna,

którą ujrzymy

z daleka.

 

6.

Szukają ciała,

najmniejszego ze wszystkich,

jakie można znaleźć,

by to miejsce przestało

ich odbijać.

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Dmitrij Grigorjew

.

NOWI DEMIURGOWIE

.

Kreda okazała się nietrwała:

przeszedł deszcz i

narysowane na asfalcie słońce straciło promienie,

na domu zawalił się dach,

a człowiek koło domu

stracił nogi!

Kiedy wyschnie podwórko,

narysujemy

słońce z dodatkowymi promieniami,

ludzi z trzema nogami,

dom z podwójnym dachem,

żeby kolejny deszcz

zmył tylko zbędne.

.

(przekład z j. rosyjskiego)

Jurij Leiderman

 


Neurobiologia

Neurobiologia — kiedyś zostanie zaniechana ta gałąź nauki, nie żeby była całkiem fałszywa, ale bezużyteczna, która poszła nie w tą stronę. Drobiazgowo badaliśmy tkankę mózgową i wiele warstw znaleziono w jej splotach i cementownie, i bractwo znaleziono w jego warstwach. A oto czyste przemknięcie zająca, lasu nie zobaczyli, bo znajduje się on całkowicie z drugiej strony i cała ta neurobiologia przed nim, jak zamek z piasku na skraju lasu.
— To nawet nie przechodzi przez łapę — mówi żółw — to przechodzi przez dziurki w nozdrzach.
Jakby z boku, spod pancerza żółwia pojawia się lipy łodyżka. Po niej włazisz na żółwia i dymasz go słodko, wirują przykrywki w warstwach. Mózgowe „nie
uważając” nieba. Potem zakładasz czapkę garnizonową i buty z cholewami, stajesz się milionerem-motylkiem, skrzydełkami machasz. Brzęczą skrzydełka, błyszczą suche gałązki w skąpanym słońcem lesie.
A nocą, o milicjancie-partyzancie-motylku-rakieto! O, dobry i zbawienny Brazylijczyku!
О, przeręble na polu! O, księżycu.

        Problem w tym, że wszyscy chcą się odkryć. Po prostu nie ma co już robić z informacjami Gdzie się nie ruszysz, wszędzie natkniesz się na wojskowego stojącego w przedsionku, razem z nim walizka. Tam informacja tajna — nie ma co z nią robić, trzeba wywalić. Oni wszędy gaworzą, że taka epoka — wnet przyjdą faszyści, komsomolcy zawodni i trzeba wyrzucić tajną informację, wepchnąć ją do błota. Tędy, łóżko, wepchnąć je do błota. Łodyżki lipy, niby w przeszłości, zaścielającej wszelkie „potem”.

        Ale przecież jogini w miedniczno-biodrowych przepaskach nadal błądzą po lasach, trójkątne gałganki zwisają z drzew.
Obraziłeś się, braciszku? No co ty, posuń się!
Obraziłeś się? Posuń się!
Przed sklepem wiosenną porą.

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Igor Satanowski

 

Sideways (z boku)

 

pięknie: jak: na ekranie:
wszystko dobrze się kończy:
ona oddzwoni: on zmieni
zawód: w deszczowy wieczór:
wyjdzie do samochodu: przetrze
przednia szybę: włączy radio:
tango: oto my: mieszkamy w nowej
argentynie: dziesięć minut później:
wróci do domu i: ze spokojną
twarzą: siądzie oglądać wiadomości:
niczego strasznego: z tego:
co: w świecie:

 .

.

(przekład z j. rosyjskiego)

Jelena Gieorgijewska

 

Przezroczysty chleb

        Widzisz przezroczysty bochenek chleba. Przyglądasz się. Rozumiesz, na ile kromek możesz go podzielić: akurat ty, właśnie teraz. Chleb w opakowaniu wydaje się na pokrojony. Dwa kawałki z dołu — równe, dalej zadrżała ręka i wyszedł gruby kawałek z postrzępioną krawędzią.
Min
ęła minuta. А teraz nakroisz całkiem równe, ponieważ ptak za oknem zamilkł. Chlebszkło. Ludzie podchodzą i oglądają przez niego ściany, głowy obcych, inne towary na ladzie.
— A ci ludzie — to klienci, a nie obserwatorzy?
— Tak. Nie.
I oni widzą pierwszymi oczyma — na ile kromek pokroić chleb, a drugimi — ściany i głowy obcych i zamykają drugie oczy.
Rozcinanie na fragmenty twardego szkła tak łatwe, jak gdyby z miękkiego szkła. Czekasz, kiedy pojawi się nierówny kawałek, a jeśli od samego początku wszystko szło jak po maśle…
Nigdy nic jak po maśle nie idzie. Myślisz, że ty jedna zrozumiałaś to szkło i rozsypałaś się na tłum gapiów, a podobne do ciebie istnieją gdzieś daleko — na tyle podobne, że ich po prostu nie może być — i wszystko to usprawiedliwia twoją bezczynność? Oto N. niczego podobnego nie widzi.
— Ona jest młodsza — powiedziała K. — zobaczy później.
— Nie, ona jest dobrym człowiekiem. A nawet jeśli i zobaczy, do tego czasu przestanie mnie interesować.
K. wyszła na ulicę. Pięknie, tylko rozplanowanie dziwne: czterdziesty ósmy dom obok pierwszego. Sąsiednie siedzenia w autobusie zajęły dwie tanio ubrane brunetki, przypominające młodo wyglądającą matkę i starszawą córkę, jedna z nich z żółto-niebieskim manikiurem.
Jeśli to mieszkanki Kaukazu, pomyślała K., a więc to po prostu zbieg okoliczności, ale przecież bywają Ukrainki podobne do Czeczenek. Na tej ulicy przezroczystość nie ukorzenia się. Kiedy K. wydało
się, że określiła pochodzenie, jedna z kobiet srogo spojrzała na nią, K. od razu zapomniała, że ustaliła która z kobiet podniosła głowę.
— No tak, po prostu chcesz zobaczyć mój łeb szklany — mówił wróg, kiedy jeszcze nie wyszła z poczekalni — a potem pokroić na kawałki i sprzedać.
— Nie, chcę, żeby inni nie budowali z głów ściany — odrzekła K. — Nie ważne z jakich.
Brzmi pięknie — jak handel szkłem. Ono brzęczy albo świeci. Nieważne jak.
   Pasażerki obok sposępniały, ktoś otworzył szyberdach, chlusnęło powietrze. No tak, nie wierzę, że mogą być one Czeczenkami ze straganu i przy tym znać te wszystkie niuanse, pomyślała K. Oczywiście nasze szkło — to takie czarne symbole. Niektórzy sądzą, że starcie symboli — najważniejsze, o co trzeba walczyć, a w gruncie rzeczy litery — są niczym chrząszcze na chlebie. Pod żadnym pozorem nie zabijać. Są żywe. Kobiety obok zastygnęły jak martwe. Ta górnopowietrzna ulica podzieli mnie, pomyślała K. Te kobiety — skoro niczego nie wiem, uznam, że to siostry.

 

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Andriej Griszajew

 

OBŁOK

Tramwajem nr jeden jeżdżę do pracy.

Dwa przypomina mi o mężczyźnie i kobiecie.

To liczenie, którego nie trzeba kontynuować.

Do ośmiu nie dożyłaś.

Nie ma liczb.

Kupuję przybliżoną ilość kiełbasek

I płacę przybliżoną ilością pieniędzy.

Jest jakiś obłok,

Który niesie mnie.

Są jakieś słowa,

Które wymawiam.

Z przyjacielem jadę na ryby,

Łowimy karasie.

Dziewięć sztuk, dziewięć sztuk”

Mówi z dumą, pokazując słoik.

Karasie tłoczą się, przyjaciel porusza wargami.

Nie rozumiem ani słowa.

.

(przekład z j. rosyjskiego)

Jewgienij Arabkin

***

Tak huczą te pnie

Tak nisko martwe ptaki latają

W pustym złotym gardle

Skryli ognisko przed deszczem

W pomiętej koszuli powiedział

Coś o dniu i twarzach

Idących z przodu głowy

I nogi same pociekły

Między zbrojami liści

Wczorajszych i niepewnie

Między grudami i okruszyną z ziemi

Tylko kontur pozostał

Kiedy skończył się deszcz

Korzeń łykał je jak wodę

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Mirosław Łajuk

 

Jesteśmy tu

 

te horyzonty zbyt dzikie
te wyspy zbyt błękitne

nietoperze lecą na zachód
a jeden zaplątał się w ostnicy i nie może
się uwolnić
miota się przypomina zaskrońca
ale ostnica nie wypuści
nie odda
nie wyda

jesteśmy tu
ucztujemy w ostatniej trawie
tu wszystko choruje na dziwną chorobę
i ucztujemy
w tym ostatnim azylu
przypominającym czarne węgielki oko lisicy

te horyzonty zbyt dzikie
te wyspy zbyt błękitne
te pustki zbyt pełne i samotne

 

 

Eremita i kamień

 

jesteś handlarzem ziemią na której
zakwita jałowiec

jesteś poławiaczem ptaków wplątanych
w mocne gałęzie krzewów iglastych
klatki twe zardzewiałe
jesteś pasterzem korzenia żeń-szenia
i opiekunem człekokształtnej mandragory
jesteś ogrodnikiem czarnego jeziora pod skałą
i całego tego potu

czekasz w wąwozie
i odległe zbocza –
tu kilka odcieni zieleni
musisz je zapamiętać
czekasz w wąwozie
i sterta szarych kamieni –
miliony lat staczały się ze szczytu
a potem dni zmieniały dnie

jesteś handlarzem ziemią na której zakwita jałowiec
kolory szmaragdowe stawały się z czasem
czarne jak oczy
i jesteś stróżem tego spojrzenia
w którym zebrane wszystko
jezioro i żeń-szeń i ptaki i
człekokształtna mandragora

w połowie drogi w góry usiedliśmy by odpocząć
i rozpalić ognisko
w pobliżu skały
jesteś rysunkiem na kamieniu
jesteś moim rysunkiem na kamieniu

 

(przekład z j. ukraińskiego

Mychajło Żarżajło

 

 

**
obrazek który pieścisz

drewniana fontanna starej wiśni
kapliczka budki lęgowej gdzie osiedliły się sikorki
straszydło na czereśni
zakręcone krany tulipanów
skomplikowany krój pisma winogron
touchpad wycieraczka pod drzwiami
spowolnione jojo ślimaków
spotulniała w krzewach porzeczki antylopa snu
najeżone rękawice
dom z niezasłoniętą głową
kapelusz w ręce

ale
na brzeg horyzontu wyrzucił się granitowy wieloryb kamieniołomu
wybuchy skały kanonada oddychania
fontanny dymu

chwilę przed
żuraw krynicy w roli prawdziwego żurawia
mężczyzna obok krynicy w roli prawdziwego mężczyzny
woda w roli wody
i słońce w roli słońca

 

(przekład z j. ukraińskiego)

Anton Połunin

 

Kim jesteś

 

Kim takim jesteś, żeby chodzić i mówić tu
Kim takim jesteś, żeby chodzić tu i mówić
Na elastycznej nodze
Na klonowej gałązce
Podskakując po ptasiemu
Na co drugim

Jak śpisz ty
Z takimi ostrzami nad głową
Z takim piekłem pod głową
Jak ty śmiesz
Chodzić tu i mówić
Jak gdyby życie to jeszcze nie wszystko co istnieje prócz śmierci
Jak gdyby istniało jeszcze coś więcej prócz śmierci
Chociażby mężczyzna i żona jego

Mężczyzna i dzieci
Którym się nie podobasz
ty
Ze swoją niestrawnością
I wyjazdami za granicę
Jak gdyby jednemu tobie chciało się za granicę
A nam przychodzi tylko kochać ojczyznę
Hodować pazury i kły
Żeby tylko być  tu
Być tu i mówić
Chodzić i mówić
Tu

 

 

pewnego razu

 

wszystko to może nadać się na pieniądze
pewnego razu
szpilki do włosów
muszle
części samochodów elektrycznych
gdzieś
może się  to przydać
w wirze karnawałowej zabawy lub
na meksykańskiej korridzie
gdzieś
pod miastem
nasze szklane guziki
deski rozdzielcze
pończochy
mogą być w obiegu na równi z dźwięczącą monetą
wedle prawa zachowania masy
i wartości średniej
nie wspominając
o przyzwyczajeniach
duszy
samotności

 

 

 

(przekład z j. rosyjskiego)

Janis Sinajko

***

przyjaciele dzwon i kwiaty.
rowery na  starość
wymieniali się
cebulowymi krążkami.

***

mężczyzna bez znaków rozpoznawczych
w kapeluszu japoński detektyw
dwie ciemnozielone bramy
zły obraz
ona zła
nic nie powie i będzie gestykulować
póki nie odejdziesz
i znowu wrócisz w to samo miejsce
z nożem w rękach
otworzyć czarne drzewo
wyjąć twarz orzecha do nikogo nie podobną
tupiącą skórę nieostrymi ustami

***

powojenne zwierzę i ciuciubabka
pachnęli wyraźnie wodą kolońską
patrzyli w okno
póki za oknem ono wciąż rosło
trzymało siebie u siebie w spodniach
trzymało się jak u siebie w spodniach
żywiołowe przeżycie

(przekład z j. rosyjskiego)

Dmitrij Strocew

pamięci Wiktora Luferowa

 

 

 

dzieci

biegnijcie w górę

opierając się o głos

z dala ode mnie

zostaję w mroku

 

słyszycie

wynoście się precz

dopóki mnie słyszycie

jesteście wciąż tutaj

w mroku

 

tam

gdzie kończy się mowa

obrywa się głos

zaczyna się promień

 

słyszycie

idźcie precz

pędy

opierając się na głos

od korzenia biegnijcie

do światła

 

Anna Maligon

 

***

Dawno chciałam zapytać: jak tam ci jest, po tej stronie wojny?
Zdaje się, że jest tam na tyle ciepło, że śnieg przemienia się w mleko,
а chłopiec ze skrzypcami stoi cały rok w koszulce,
i gołębie, wzlatujące nad ratuszem,
zawisają pomiędzy śniegiem a muzyką,
niczym wystrzelone kule – pomiędzy duszą a ciałem.
Lecz teraz nie będę pisać o nas.
Napiszę o miastach, z których w długich ciężkich kopertach
zamiast listów przychodzą dzieci,
gdzie przestraszone słońce, jak zamrożona mandarynka,
wytacza się raz na tydzień,
i poprzez dym widać dym,
i poprzez śmierć kiełkuje śmierć.
Rozerwij swą pierś, pokaż swe wewnętrzne piekło –
pokaż, co to być samotnikiem,
jak to – taka pustka, że nie ma o kogo się nawet zranić.
Naucz mnie języka ścian –
a ja pokażę ci miasta –
i wymyślony przez ciebie chłopiec sprzeda swe skrzypce,
by kupić palto.
Dawno chciałam zapytać: za co? I kiedy to się skończy?
Tyle czasu, a ja wciąż znajduję
zapalniczki w kieszeniach – jeszcze z lata…
Cóż więc począć z tym ogniem?
Więcej ognia niż ciepła.
Więcej ścian niż drzwi.
Czy nauczysz mnie języka ścian?

 

(przekład z j. ukraińskiego)

 

 

Anna Głazowa

 

                                                                        Galinie Muszynskiej

dom i okno
i naprzeciw okna –
wyspa powyżej wody.
słońce wychodzi z wyspy nie za każdym razem.

rok pozostaje w tyle
od powrotu dnia,
kiedy słońce wstaje ziemskie

oznaczając koniec świata,
oznaczając początek.

 

*
tak łączą się rzeki
płynące z różnych wysokości,
jedna ciemniejsza, druga jaśniej,
wodny zmierzch jego środek

(nie północ to, nie południe
a zmierzch – środek nocy i dnia)

nie połowiczna, pełna
ta smuga
tam gdzie dwie wody
i gubią i znajdują
imię.

 

*
ziemia kruszy się jak chleb
jak chleb rozsiewa się i pięknie nie taje.

umysł tylko wydaje się zamknięty:
i ziemia z ziemi nie unosi się,
i swoja zaś cała maleńkość.

 

*
ulecieć z ziemi odpychając się
na odkrytym ogniu
nie w ludzi
a w rozstęp
nad ciałem powietrza:

to prostsze niż upaść
w ciekły żar
w środku ziemi.

 

 

Arkadij Dragomoszczenko

+ + +

Dziesięć minut
za dwadzieścia pięć
cztery godziny
jedna godzina i więcej
pożądanie sekund
do wieczności wieczność
dziesięć minut
półtora roku
dwie purpurowe samoprzylepne kartki
na napotkanym potworze
dwa psy
uciekające w głąb pustkowia
dwie rude kropki
które upadły na pole nowego roku

73 r.

 

+ + +

leżę obok niej
strąki grochu wyblakłe od słońca
walają się po podłodze
we włosach płynie jeszcze lipcowy pył
naśladując ruchy słońca
jesteśmy nieruchomi
zamarłem w bezruchu
i ona znieruchomiała
jak gdyby powtórka spokoju
w którym przebywają południowe niebiosa
przyglądamy się sobie
jesteśmy ciekawi
ona oczekuje mnie
ja oczekują ją
bardzo powoli poznajemy siebie
leżąc podle siebie
w stercie białej
w zaplątanych ścianach
kiedy wyblakłe strączki grochu
zwinęły się od skwaru
a na parapecie rozsypana ochra
i na ulicach — ani żywej duszy.

 

„Ukochana moja”

Kiedy
dziesięć lat temu spotkałem cię,
Wydało mi się, ze spotkałem brata.
dziwowałem się nocami, wyciągnąwszy się w pościeli:
Okno. Drzewo deszczu –
Twe ręce
Były takie same, jak u mnie,
Takie same były ramiona.
Rozmawialiśmy jednym językiem,
A rankiem, kiedy jeszcze w domu wszyscy spali,
Starliśmy się nie skrzypieć na posadzce,
(tak i nie zmienili, a potem rozebrali dom)
Wymykaliśmy się na ulicę.
I szliśmy razem, zadziwiając przechodniów swoim podobieństwem.
Jaki cudowny był twój oddech,
podtrzymujący mój oddech!
Jak wspaniale zgodnie
podążały poranne cienie za nami!
Jak łatwo dotykały się nasze ręce!
„Ukochana moja”, o ile lekkie były nasze ciała.

 

 

Kuźma Kobłow

Wiersze (34)

Ciała rzeczy nie pamiętają jak prosiłam je siebie nazwać
Jeszcze raz. Ciała rzeczy nie pamiętają jak prosiłam je
Jeszcze raz. Ciała rzeczy nie pamiętają jak jeszcze raz. Później
Zapisywać było bardzo trudno, wszak środek
Rozstępował się tu wszędzie. Nie odpoczęłam nie
Odpoczywać długo jak gdyby jak nowiusieńka. Brzydki
Zatrzymany kadr, jest czas kontynuować, chyba nie, ta
Blizna na policzku tak niedorzeczna. Niech będzie ich
Dla mnie jak dobry powód lub profilaktyczne
Błędy. Jakżeż ten obrazek świerzbi.

Wiersze (38)

Nawet nieprzygotowany wybryk,
Niemalże kropla
Przezroczyste podwórze pod świtało. I szyba
I pies, na przykład,
Bezgłowy, ale niemniej sprytny niż był.
Napatrzyła się i rzuciła się przez
Ornament ustawień parkietu, wilgotnej miotły,
Na podłodze półsuche smugi, jak
Łapy. Stereo-rysunek: wschód, piaski.
Deszcz przez szczekanie i ciszej. Całkowicie
Napełniła wszystkie co do jednego
Wiadra, radio powiewa skrzydłami zbyt szybko
Które wyżej rysów twarzy odnoszą wokoło.

Wadim Bannikow

 

*
zimą niemowy filmują nad brzegiem oceanu niebezpieczeństwo
napompowanej szyi głos przez minutę po
wyprzedzeniu niczego nie ma
ale kołacz
pieczą z wanilią i dekorują
kupię cię za pół kanapki z solą
za to że ty \ za to że ty jesteś przepiękny
wszyscy co mają sierść i pływają są przepiękni

 

156.
pada gruby, jak papier, śnieg
zawsze chciał być tam
a inny na jego miejscu zechciał by być tam
często ten płaczący człowiek nieodzownie
w końcu dochodzi

 

194.
śnieg i woda
i wszyscy oni idą
nigdy nie przestanie \ do widzenia, do kwietnia, do południa
ale i on nigdy nie przestanie pozostając
nigdy nie przestanie pozostać

 

 

Sergiej Sdobnow

***

Przestawianie ciemności na zegarze
w głowie anioł mówi dymowi
lato trzymaj pióro na małym ogniu
dotkniesz deszcz ciepłą szyba

zapytaj ostatnie drzewo gdzie rosnę
i światło nabieram do kieszeni

***

tam gdzie stygnie wschód wiosny
wiatr
możesz w czymś pomóc. albo idziesz po ustach
do ognia kto ruszał świece
głowa drzewa pada do nóg tam jest i moja głowa
zamknij moją gębę wpół
przychodzi drzewo umierać
za ciebie
śpią w nieskończonej piersi
proste chłopaki

***

dzieci żydowskie nazywają
dowolne miasto dwoma imionami
lato chroni łódkę
uszy ptaka czerwienią się
spać nie ma czym
dwoma imionami

***

miejsca bólu całodobowe
poruszają się pakunki śmierci
zbliżając się do stacji okno bije po rękach
nie prędko dystrybucja powietrza
w przestrzeni rzeczy zastyga oddział śladów
dookoła wszystko co ma straszyć 
zwierzęta w różnym wieku
nie mają gdzie padać pojedynczo  
wszystko co ma milczeć
penetruje trawę

Andriej Czerkasow

***

wazon pełen
szklanych kuleczek
w różnych kolorach
pomoże
ukoić smutek

ludzie u których
wszystko w porządku
zakupili zestaw do manicure

roślinom które nie znają
swoich nazw
wypada korzystać
z usług tłumacza

folia ochronna
ot tak się nazywa

pora
zmieniać święta

***

rosyjskie
schłodzone
mięso
miód
twarze i ciało
szklane drzwi harmonijkowe
międzypokojowy miód
lepiej milcz i odejdź
szklane rosyjskie mięso
schłodzony narodzie

***

idealny dom
zostanie zamknięty

podarunek z wyjątkowym smakiem
zostanie zamknięty

socjalny patrol
zostanie zamknięty

świeżo wyciśnięty sok
zostanie zamknięty

opowiadanie o epoce
zostanie zamknięte

wydział tyłów
zostanie zamknięty

angielski włoski francuski
niemiecki grecki rosyjski
zostanie zamknięty

Aleksandra Cybula

 

***

 

Kobieta z kokardą na piersi, przypominającą złożone dłonie,

jej posągowość na eskalatorze.

Chłopiec z zamkniętymi oczyma na ławce, przejmujący.

Sprzedawczyni bzów poźnym wieczorem

na rozpalonej alei, szklana.

Wokół nich — pewien nadmiar albo prześwit.

Właśnie tak, na rozgrzanej plaży

wczasowicze usuwają się przed niedorzecznym trupem,

którego brzuch bezwstydnie zaokrąglił się, a z ciała od razu

zeszła cała zdobyta opalenizna.

Zaraz potem, jakoś przywykając do absurdalnego sąsiedztwa, przez

brak miejsca

wszyscy zaś ścielą w pobliżu, osiadają, usprawiedliwiają się.

Dojrzały brzuch rośnie, słodkie, uśpione nasionka

wrzeszczą i skrzeczą.

 

Łesyk Panasiuk


Gdy nie za rękę

Kamień wyjęty z wody
już nie ma niczego wspólnego z wodą

Ptak strzepuje z siebie błękit
gdy opuścił się na ziemię

Chłopaczek z niewłączonym aparatem
podchodzi do każdego
і udaje że fotografuje
przechodnia czyni doświadczalnym

Podchodzi do mnie
a ja nie kamień w niebie
podchodzi do ciebie
a ty nie ptaszek w wodzie

.

Eksponat

Dwoje młodych archeologów
wykopało szkielet wiatru
teraz jest eksponatem Muzeum Narodowego
teraz wieje tylko dla Muzeum Narodowego
i dla jego zwiedzających

Nie płyną młyny łodziami pól
nieruchome wiosła młynów
latawce uspokoiły się
nie wyrywają się dziobami na wolność
latawce jak psy na uwięzi
piersi żaglowców obwisły
niczym piersi starej kobiety
balony jak spalone żarówki

Ale kiedyś odłamie ktoś jedną z kostek wiatru
i wyniesie pod kurtką z muzeum
niczym ogień

Jurij Zawadzki


„Dzień 25”

Ludzki materiał mówi mi
nie dotrzymujesz słowa
i mruży oczy
Dlaczego mruży oczy
I kim jest słowo

„Dzień 26”

Przez wszystkie dni tylko sól
sobie zebrał
Transcendentalne obiekty sól
głos głupka
Nietykalny triolet sól

„Ludzie rozmnażają się…”

Ludzie rozmnażają się
Wskutek wrodzonego awanturnictwa.
Można jedynie czekać na nadarzającą się okazję.
Jak jabłko, zawierające wodę i nasiona.
Mgła, pustka.
Świat niedokończony, bez nazw.
– Jaki jest stan natchnienia, czyżby
Nadszedł czas dla samego siebie?
Na ile będę mógł być obojętnym?
Komu nadskakiwać?
W poezji nie ma moralności i zasad.
Nienawidzę, nie nawidzę, nie na widzę.

Galina Rymbu

.

* * *

.

Kobieta dyszy
Niebo woła
Mężczyzna krzyczy
Tato płacze

Jesień rzuca listowiem
Puszkin leży w krwawej koszuli
Pokraki w Dumie siedzą,
Z głowami prosiąt grają w pocałunki

Pies po śniegu podejmuje ślad
Dziecko lubi psa
Wiatr przewiewa wszystkie szpary w bloku
Stół nędznie nakryty

Obrus wyszyty
Choinka się pali
Wkrótce będzie lato
Broń jest wieczna

Nienawiść nie zna granic
Place już więcej nie pachną
We wsi spłonął telewizor
Dwoje w pościeli

Kobieta dyszy
Mężczyzna krzyczy
Dziecko biegnie z górki
Czy lubisz śnieg

Policjanci płaczą
Da się żyć
Ryby rękoma jeść
Chleb deptać swój
Ronić swoje łzy

.

Andriej Sien-Sieńkow

.

OCEAN SPOKOJNY – JEDNA OGROMNA ŁZA

.

majtek macha flagami sygnałowymi
otaczając się różnokolorowymi literami słowa miłość

on nie wie że jest zainfekowany HIV

padając na pokład
litery ustawiają się w szeregu

majtek związuje je sznurem i prowadzi do więzienia
by pokazać zdjęciom swoich kochanków

one idą nie patrząc na siebie
tak idą w czasie suszy zwierzęta do wodopoju

ocean spokojny cieknie po swoim policzku

.

Jurij Zawadzki

.

„Dzień 20”

.

Orzech

myślnik

Wykładka twoja

w gównie

od środka boli głowa

Możesz łykać mnie

bez końca

.

.

„Dzień 1”

.
Nie ma o czym mówić
nie

Nie milczał sam do siebie mówił
nie milczał z tobą rozmawiał
nie powiedział niczego
nie i nie

Odstęp od prawego słowa dwukropek
i i i i
świetnie

Skąd didgeridoo

.

Dana Sideros

Rejestr. Stracone od końca grudnia:

  1. Podarowana przez Lenę G. broszka-pingwin („foki nie znalazłam”). Żyła na płaszczu, gdzieś się odczepiła, a ja nie zauważyłam. Wybacz Leno.
  1. Podarowana przez Lenę D. zakładka z Anną Frank. Wyśliznęła się z książki na schodach ruchomych. Wybacz Leno.
  1. Zaślepka do obiektywu. Upuściłam na mityngu, gdy skakałam z aparatem między omonowcami a ślicznotkami w jaskrawych szalikach. Wybacz zaślepko, byłaś wierną przyjaciółką.
  1. Nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Dobrze nie będzie, ale nam tak nawet lepiej, swobodniej. Nie proszę o wybaczenie, Nadiu, sama jesteś sobie winna, nie trzeba było od razu się wychylać.
  1. Sumienie, takt, skromność. Gdzieś się odczepiły, tak jak broszka-pingwin, no i dobrze, tak nawet lepiej, swobodniej. Wybacz babuniu.
  1. Szwajcarski nóż. Być może nie został stracony, a gdzieś leży w tym bałaganie, ale gdzie — nie wiem. Wybaczcie, jabłko, korku do wina i konserwo.
  1. Wisiorek w kształcie makówki, podarowany przez Łaskę dokładnie w tej samej chwili, gdy kończyłam dwa teksty, odznaczone w mojej głowie jako „wiersze o maku”. W jednym, najstraszniejszej mojej historii, mak w końcu całkiem zniknął, a w drugim się ostał. Dzisiaj rano wisiorek spadł i rozbił się, bo był z ceramiki. Wybacz Łasko.
  1. Jeden dzień z życia tabletu. Mój sprzęt upiera się, że dziś, na przykład, szóstego marca. Z pewnością stąd i problemy z postami na FB. Nie pomagają ponowne ustawienia, po zrestartowaniu on znowu fiksuje. Z pewnością nie trzeba było 19 lutego pragnąć z całych sił się obudzić, a poza tym 17. i tak niczego nie było. Wybaczcie, że słucha się mnie jedynie tablet.
  1. Poemat o czasie. Bez komentarzy. Wybaczcie wszyscy, ale nie był nie najlepszy. Albo nie w porę. Albo nie najlepszy i nie w porę. A może później odnajdę.

W sumie. Tysiące bzdur, jak powiedziałby Jegor.

Siergiej Timofiejew

Już

 

Proste my zwierzęta,

Wyprostowane my,

Uparte my zwierzęta,

Chodzimy i pytamy: Pizza? Pizza?

A jesień łamie cytryny

I kruszy dobre czasy,

I my wietrzyki, wietrzyki,

Stoimy w swych nędznych wiatrówkach,

Sportowcy wychudzonej miłości,

I nowa, nowa muzyka pozbawia nas

Wszelkiej, wszelkiej wagi,

I unosimy się, zające, zające,

Nadmuchiwane, czerwone zające,

Już drugiego rodzaju zwierzęta, już.

 

Losza Iziumow

Zimowy arbuz

Urodził się w śniegu arbuz. Wziął go człowiek, rozkroił na połowę. W środku żółte mięso w paseczki. A z pestek urodziły się trzmiele.

 

Dzielnica koło biblioteki

Stoją drzewa. Dzieci chodzą po placu za dużym domem. Nadeszła noc. Dzieci wsiadają do pociągu.

Na placyk przylatują nietoperze. Zostawiły pamiętnik.

Nastąpił ranek. Nietoperze odleciały do Afryki. Dzieci wyszły się pobawić i zobaczyły książeczkę. Tam było napisane: Jesteście niegrzeczne”. Porozrywały ją.

Nadeszła noc. Przyleciały nietoperze i książeczki nie zobaczyły!

 

Książka i garnek

Chłopiec w ciągu dwóch dni przeczytał jedną książkę, a po tygodniu mu się znudziła. Wziął garnek i ugotował z książki zupę. Po czym ją zjadł.

Bardzo smaczna była książkowa zupa.

 

Boks

Pewnego razu chłopiec skakał z krawężnika. Podszedł do niego tato, który przyprowadził dużego chłopaka. Tato powiedział: Boks! (walka) a potem dodał: Łantufri”.

Chłopiec wygrał i uciekł w trawę. Było tam dużo kamieni, po których stąpał niedźwiadek. Wyszedł z trawy, a za nim wyszła niedźwiedzica.

Chłopiec Władek znowu zwyciężył