Ołeh Bohun

Modlitwa

W zależności od tego, kto wchodzi
do tego zmniejszonego lasu, modlitwę słyszymy
wystraszeni
i niedługo potem
I zatrzymujemy się bez siebie
(tylko jedno: mech || mech)
I słyszeć — spokojnie — przed wyjściem — tylko stadka serca
gdy w ruchu
przebłyskują tak samo:
Tam || tutaj — długie,
jak trup —
(utrzymują się
nawet
za lasem)
. . . . . . .
. . . . . . .
. . . . . . .

Reklamy

Jewigienij Charitonow

z cyklu „Bilboa i inne rzeczy. wiersze”

Czy widywałeś tę dal? perspektywa.
ostatnia jesienna chwila.
Z góry pnie na gałęzie na gałązki
cudowna plątanina
Pnie osiągnąć pułap chciałyby brak sił.
Taka siła, nie pozwala do góry.
Zdaje się, że te miotełki tak jakoś zakłócają lot planety.
Wiadomo przecież otulona jest orbitą,
one z nich nie wystają i lot to pestka.
Tu sprawdzenie obecności dzieci, przed dorosłą szarańczą.
Dzieci, świadomie przegnały kałużę.
One kanał odwiodły obcasikiem.
O ty moja żywa lornetko, umieram.
Do tej pory ani razu mnie nie pobito.
Wszytko przede mną, uwzględniając wzrost zbirów.
Mają mnie za wroga. Szukają zaczepki.
A ty się nie waż.
Wybiją oko przez pomyłkę
abym w tę dal nie wpychał swojego nosa.
Koniec. Nowa perspektywa:
biel, biel, białego mało,
kanały zamarzły
dzieci nie ma.

Łesyk Panasiuk


Gdy nie za rękę

Kamień wyjęty z wody
już nie ma niczego wspólnego z wodą

Ptak strzepuje z siebie błękit
gdy opuścił się na ziemię

Chłopaczek z niewłączonym aparatem
podchodzi do każdego
і udaje że fotografuje
przechodnia czyni doświadczalnym

Podchodzi do mnie
a ja nie kamień w niebie
podchodzi do ciebie
a ty nie ptaszek w wodzie

.

Eksponat

Dwoje młodych archeologów
wykopało szkielet wiatru
teraz jest eksponatem Muzeum Narodowego
teraz wieje tylko dla Muzeum Narodowego
i dla jego zwiedzających

Nie płyną młyny łodziami pól
nieruchome wiosła młynów
latawce uspokoiły się
nie wyrywają się dziobami na wolność
latawce jak psy na uwięzi
piersi żaglowców obwisły
niczym piersi starej kobiety
balony jak spalone żarówki

Ale kiedyś odłamie ktoś jedną z kostek wiatru
i wyniesie pod kurtką z muzeum
niczym ogień

Fiodor Swarowski

Chwała bohaterom

czterech Kanadyjczyków uratowało świat przed genetyczną katastrofą
pewien Ormianin wymyślił nowy rodzaj paliwa rakietowego
i lekarstwo na raka
pewien Rosjanin poświęcił się
wyłączył reaktor i uratował międzynarodową stację kosmiczną
pewien Anglik oddał swoją wątrobę rannej dziennikarce
która wróciła po przewrocie w Kalifornii
pewien Tatar podczas konfliktu na tle etnicznym
w południowo-wschodniej Azji uratował 240 malajskich niemowląt
pewna Francuzka oddała życie za wolność Phobosa w katowniach
Dejmosa
pewien Kartadianin
miał zaatakować Ziemię na statku o napędzie neutronowym
ale
gdy ujrzał błękitną planetę
skierował statek w stronę słońca
życie to miłość
ludzie są nieśmiertelni
i chwała
chwała bohaterom

.

Ciągłe dzwonienie późną jesienią

późną jesienią liczba połączeń
drastycznie wzrasta
(nawet spada napięcie w sieci telefonicznej)
całe ciało gdzieś dzwoni
brzuch dzwoni do wodociągu
noga dzwoni do lewej kieszeni
wiszącej w przedpokoju
letniej kurtki
kark wydzwania do lędźwi
kręgi
dzwonią do siebie nawzajem
nogi nie wiadomo po co próbują dodzwonić się do
brudnych skarpetek i trzech par butów jednocześnie
palec wskazujący dzwoni do
maszynki do mięsa i do zarządu budynków
serce wybiera numer milicji
a jeszcze brwi dzwonią do pleców
i pierś dzwoni do pleców
i nawet tyłek dzwoni do pleców
i przy tym
nikt nigdzie
nie odbiera
gdy słyszy taki sygnał
wyczerpany człowiek
automatycznie wyciąga rękę
ale w porę rozumie:
nie
to znowu nie do mnie

Emil Petrosjan

E-YES

ona ma czerwone oczy
ona ma szare oczy
ona ma żółte oczy
ona ma zielone oczy
ona ma czarne oczy
ona ma pomarańczowe oczy
ona ma niebieskie oczy
ona ma żółte oczy
ona ma szare oczy
ona ma zielone oczy
ona ma fioletowe oczy
ona ma czerwone oczy
gdy mówię o jej oczach
nie chodzi mi o kolor
zupełnie nie o kolor
nie chodzi mi o oczy
zupełnie nie o oczy
nie chodzi mi o mnie
zupełnie nie o mnie
oko А
oko В
z oka А
do oka В
z oka В
do oka А
oczy АА
oczy ВВ
oczy АВ
nasze oczy — АВ
ten nowy stwór
ma
jedno oko moje
i
jedno oko jej
ten nowy stwór
ma
jedno oko nie moje
i
jedno oko nie jej

Jurij Zawadski


„Dzień 25”

Ludzki materiał mówi mi
nie dotrzymujesz słowa
i mruży oczy
Dlaczego mruży oczy
I kim jest słowo

„Dzień 26”

Przez wszystkie dni tylko sól
sobie zebrał
Transcendentalne obiekty sól
głos głupka
Nietykalny triolet sól

„Ludzie rozmnażają się…”

Ludzie rozmnażają się
Wskutek wrodzonego awanturnictwa.
Można jedynie czekać na nadarzającą się okazję.
Jak jabłko, zawierające wodę i nasiona.
Mgła, pustka.
Świat niedokończony, bez nazw.
– Jaki jest stan natchnienia, czyżby
Nadszedł czas dla samego siebie?
Na ile będę mógł być obojętnym?
Komu nadskakiwać?
W poezji nie ma moralności i zasad.
Nienawidzę, nie nawidzę, nie na widzę.

Lidia Jusupowa

mój dziadek był zrobiony z mydła

mój dziadek był zrobiony z mydła
i pisał książki o buntach
obdarowywał mnie nakręcanymi niedźwiedziami
każdy niedźwiedź miał na plecach kluczyk
po przekręceniu kluczyka
niedźwiedź ożywał
i powoli z wyniosłością obracał się
nasze spojrzenia nigdy się nie spotykały
pewnego razu zimą
znalazłam list dziadka do taty
wysłany do Jakucji
gdzie tato płukał złoto
to był moralizatorski list
składający się z utartych frazesów
był napisany przepięknym charakterem pisma
dziadka żona-ichtiolog
płynie pod prąd po ciemnym korytarzu
i patrzy na mnie
patrzy

Siergiej Timofiejew

 

Żuczki, gałązki
„Stałem się złym człowiekiem,
wszędzie widzę zło” –
powiedział mi pasażer
dalekobieżnego autobusu
podczas niegłośnej nocnej pogawędki.
„W drzewach widzę żuczki,
w poezji – tautologię,
w mowie polityków – mowę polityków.
Być może, tak nie będzie zawsze,
i kiedyś znowu zobaczę
w drzewach – elegancję gałęzi,
w poezji – bogactwo odcieni,
w mowie polityków – warianty przyszłości.
Ale na razie – jak beton. Rozumie pan,
to tylko moje problemy. Świat wszak
jak i dawniej jest absolutnie, absolutnie
przepiękny…” I zamilkł, patrząc w okno
na odpływający wstecz pośród mroku
samotny dom z parą płonących okien,
w którym, widocznie, oglądali serial
przy cukierkach i mocnej herbacie.

 

Andriej Czerkasow

.

+++

.

psi ogródek jordanowski

pełen cichych znaków

uwagi

 

podarunków ziemi

ukazujących się rankiem

wyjątkowo wyraźnie

 

a wtedy

wszystko w porządku

 

już

dobrze

 

mówią mi

 

a ja odpowiadam

witaj niebieski kapselku już dobrze

 

witaj biały kapselku już dobrze

 

witaj czerwony kapselku już dobrze

 

dzień dobry S1 DVK

numer rejestracyjny samochodu z Polski

czarny i biały i żółty i niebieski z jednej strony

i cały żółty od spodu

wszystko w porządku

 

witajcie odłamki odrywki odpryski niedopałki

 

witajcie niteczki papierki druciki skuwki

witajcie

dzień dobry

 

wszystko w porządku

już dobrze

.

Siergiej Sdobnow

 

***

linoskoczkowie ze świateł reflektorów wydobywali oddech
szukali z powietrzem jakiegoś podobieństwa

w domu przyjaciół stukają czymś i nie słychać papieru

a ty potrzymaj mą krew póki zawiązuję buty
tam gdzie nabrałeś wagi i wody

czarne skrzynki mają proste sny ale jak ich dużo
pośród możliwości szkła

bliskie stają się przedmioty nie mieszczące się w głowie
rozciąga się kabelek nie ufając bólowi

na stole szklanka ciemności
i odłamek raczej na ty

i las serc na plac wyszedł

 

***

odwróć głowę odwróć głowę
trąca jesienią niebo niedźwiedź
opierając się na mroku zakurzony płomień
ogrzewa szkło od środka

opierając się na mroku
drugiemu mrokowi pokazywał drogę
gdy woda rozeje się wszędzie to aż we mnie
polewa szkło

coś się stało z lasem i upadłeś
coś jeszcze odpowiada bólowi
cień ziemi odsłonięty dla wiatru

dzień z trzmielem w rękawie
i gołąb nie zniesie cienia
myszy szykują dusze chleba w drogę

 

***

nad rzeką coś myją we krwi
czymś myją twarz ziemi
nie śpij w ziemi
to co mogło się zdarzyć ale się nie zdarzyło
coś podchodzi i nie przechodzi
cokolwiek tam przyszyć
niczego z przyzwyczajenia nie ruszać

 

Jekatierina Sokołowa-Czerkasowa

*

więc nie na darmo zrobili mnie kierowcą
w tym autobusie,
dali kamień dla przynoszącego pokój człowieka,
a teraz zostawili na granicy
p o d u m i e r a ć  –
żebym popatrzył,
jak śmiech bez przyczyny że aż śnieg z mężczyzny pada
i on łże

*

Lena Szakur

*

Aby poznać, jaki jesteś,

muszę przejść całą milę w twoich mokasynach.

Zróbmy tak:

ty podlewaj kwiatki i czekaj na wieści,

a ja — dojdę do pchliego targu,

tam, mówią, Ezop na moście sprzedaje

raportówki wojskowe i książki:

o botanice, ornitologi oraz bajki narodów świata,

potem wrócę, napiekę placków kukurydzianych

i powiem — jaki jesteś.

Iwan Nepokora

***

podchodzić do nieznajomych ludzi
na ulicy i pytać
kiedy płakali ostatni raz:
co za samowola!

pytasz
czy dostaniemy wizę do sąsiedniego pokoju?
czy można zatrzymać ofensywę
nowej marki trampek na nasze miasto?

ja skądś to wiem

ktoś włączył światło
a człowiek który wydał się nam drzewem
okazał się kobietą
i powiedział
że prawdziwe były tylko afisz i krzesła –
wszystko pozostałe zmyślono

i żeby nie wystawiać się znowu na pośmiewisko
nie zostaje nam nic lepszego
niż założyć fioletowe marynarki
wstać i jako pierwszym przyklasnąć
chociaż ostatnim razem właśnie to nas wydało

Leonid Szwab

***

Kriszna nie płacze.
Niedźwiedzie w sadzie prześladują córkę Anglika.
Burza wisi na włosku, dziewczynka schroniła się za kamieniem.
Za płotem wyrastają petunie.
Im mniejsza planeta, tym długowieczniejszy piorun.

O świcie puka do drzwi z kompanami Anglik,
Dziewczynka śpi na trawie, deszcz ustał.
Zamiast niedźwiedzi widzimy zbieraczy bawełny.

***

Pod niesłychanie mocnym traktorem lodowa ziemia jak gwiazdolot,
Pola się kłoszą, a wiatr zwiewa nakrycie głowy.
W miedzianym kablu zaplątany jeleń
Przestraszył przedszkolaków na śmierć.
Pewien żołnierz w czarnym fartuchu uwalnia jelenia.

Urządzają wesele po krótkim czasie,
Dzieci prowadzą dla żołnierza królową,
Taż patrzy jak żona,
I chleb, i cebula na przeziębienie przypadną żołnierzowi.

Igor Pomierancew

***

On przyniósł do klasy kilka motków różnokolorowej włóczki

i wszystkich omotał, owinął, oplątał.

Oni śmiali się do łez.

Wełna była sprężysta.

Leżeć w niej było ciepło.

Nici nie przecinały rąk i nóg.

Można było nawet przemieszczać się,

całym ciałem od razu,

zrywami.

Parę centymetrów w prawo, potem w lewo.

Oni śmiesznie zderzali się,

przypadkiem muskali się

wargami.

Wargi też były sprężyste, puszyste.

Oni postanowili nigdy się nie rozplątywać.

Z początku dyrekcja robiła wszystko po cichu.

Nauczyciele uzbroili się

w nożyczki i brzytwy.

Ale poprzecinane węzły i pętle

momentalnie się zrastały

i robiły się mocniejsze niż wcześniej.

Karmiono ich z łyżeczki.

W końcu się wszyscy o tym dowiedzieli.

Szkołę otoczono,

wezwano kompanię desantową.

Ale nawet specjalne obcinarki nie dały rady wełnie.

Wtedy nocą do klasy napuszczono moli.

Po przebudzeniu,

Oni nie znaleźli ani jednej niteczki.

Mole zżarły nawet ubrania.

Tak ich golusieńkich

rozdano rodzicom.

Anna Orlicka

.

***

.

Wilgotne powietrze wiosny przekrada się do naszych słów

Wytycza między nimi ciepłe ścieżki

Spotkamy się w lutym,

Nie lodową gorączką, nie kruchym mrozami, ale

Cienkimi liniami, ledwo widocznymi,

Jak zastygłe złocące się promienie ciepła

I światła,

Zdolne roztopić śniegi

W przezroczyste strumyczki.

I w rzeczy samej, wszystko dookoła czarne i przezroczyste

Nie ma białego, zdrętwiałego, oplątanego,

Tylko skupiający wszystkie promienie w sobie

Czarny.

Skupiający i oddający

Ciepłem, słowem.

.

Nikita Lewitanski

.

***

.

policzki i policzki wybacz

jedynie policzki wybacz

biegto ciężar

musnąć rękąto przemienienie płatków

zająknąć sięparada planet

jeszcze można pisać od prawej do lewej

jeszcze można chodzić po astrachi głową w dół! –

nie dotykając astrów

i policzki wysadzone przybić do górnych pięter, tak

by stać się drapaczem chmur

dzieciom podczas gry do gry niczego nie trzeba

tylko sercechmara i

tu, o pierwszym zmierzchu, bóg świadkiem, do gry

niczego nie trzeba

.

Wiktor Lisin

.

(z cyklu «Zaśnieżone mrowisko»)

.

.

***

.

drzewo

wychowało syna

niemożliwe

odnaleźć

dom

własnym myślom

.

.

***

.

gazeta

zaśnieżone mrowisko

.

.

***

.

kałuże

srebrzyste pieniążki

(zdrada czystej wody)

.

.

***

.

woda nadepnęła na widły

.

.

***

.

(w czasie pożaru zapaliły się czapki drzew)

– Co oni ukradli?

– Ogień

.

.

***

.

strażak

(mały chłopiec wychowany przez motylki)

.

Galina Rymbu

.

* * *

.

Kobieta dyszy
Niebo woła
Mężczyzna krzyczy
Tato płacze

Jesień rzuca listowiem
Puszkin leży w krwawej koszuli
Pokraki w Dumie siedzą,
Z głowami prosiąt grają w pocałunki

Pies po śniegu podejmuje ślad
Dziecko lubi psa
Wiatr przewiewa wszystkie szpary w bloku
Stół nędznie nakryty

Obrus wyszyty
Choinka się pali
Wkrótce będzie lato
Broń jest wieczna

Nienawiść nie zna granic
Place już więcej nie pachną
We wsi spłonął telewizor
Dwoje w pościeli

Kobieta dyszy
Mężczyzna krzyczy
Dziecko biegnie z górki
Czy lubisz śnieg

Policjanci płaczą
Da się żyć
Ryby rękoma jeść
Chleb deptać swój
Ronić swoje łzy

.

Stanisław Bielski

.

*

.

mów
o całkowitym zniknięciu
o wewnętrznym śniegu
wystawiającym zaliczenie
pianistom
którzy zgubili drogę
a także
o partii jedwabiu
o parlamentarnej frakcji
kasztanowych włosów
i samurajskiej precyzji
popiołu z papierosów

(Z cyklu „Wiadomości”)

.

.

*

.

Ty

przebierasz mężczyzn,

jak różaniec,

ściskasz się

z zasmarkanym anglikiem,

chcesz,

żebym był zazdrosny.

To śmieszne,

jak twój perkaty nosek

i rzadkie warkoczyki.

Kocham nie ciebie,

a to falujące miasto,

gdzie gwiazdokształtni sklepikarze

biją mnie z liścia po twarzy.

Wyskoczę z tarasu

na wieży ratusza,

będę wirować,

jak postrzelony ptak,

między nalanymi biskupami

i zamyślonymi Chrustusami

ze spracowanymi rękoma.

.

Andriej Sien-Sieńkow

.

OCEAN SPOKOJNY – JEDNA OGROMNA ŁZA

.

majtek macha flagami sygnałowymi
otaczając się różnokolorowymi literami słowa miłość

on nie wie że jest zainfekowany HIV

padając na pokład
litery ustawiają się w szeregu

majtek związuje je sznurem i prowadzi do więzienia
by pokazać zdjęciom swoich kochanków

one idą nie patrząc na siebie
tak idą w czasie suszy zwierzęta do wodopoju

ocean spokojny cieknie po swoim policzku

.

Jurij Zawadski

.

„Dzień 20”

.

Orzech

myślnik

Wykładka twoja

w gównie

od środka boli głowa

Możesz łykać mnie

bez końca

.

.

„Dzień 1”

.
Nie ma o czym mówić
nie

Nie milczał sam do siebie mówił
nie milczał z tobą rozmawiał
nie powiedział niczego
nie i nie

Odstęp od prawego słowa dwukropek
i i i i
świetnie

Skąd didgeridoo

.

Kiriłł Korczagin

.

* * *

.

jeśli mówić

o badaczach

to jeden napisze: być może dlatego

grają głowami jeńców w piłkę nożną

by prewencyjnie nastraszyć tych

którzy mogą zranić nieśmiałą duszę

obrońców pastwisk i gór

ze szlachetnych pobudek

o współobywatelach:

gdy zakiełkuje im myśl

jeśli ci, którzy wyszli na zakupy

nie wrócą –

nie inaczej jak dobrzy ludzie

chronią telewidzów

przed demoralizującymi wstrząsami

i czarnookie dziewice

opiewane w rosyjskiej literaturze

zobaczą na miejscu zniszczone wsie

pozieleniałe ruiny

bulwary kawiarń i punkty sprzedaży

metaliczny blask Oświecenia

.

Aleksiej Kołczew

.

* * *

.

kiedy ostatni mieszkańcy

terytorium

zwanego rusją

ktoś wyemigruje

a ktoś definitywnie wymrze

niezdolny sprzeciwiać się

miasta i osady staną się puste

ustaną dostawy prądu

namiastki

czasu

przyjdą oni

nowi ostateczni gast- i ostarbeiterzy

żurawie i bobry

fretki i lisy

dzikie koty i łosie

staną przy maszynach i za ladami

wezmą do rąk miotły i kalkulatory

będą mieszać zaprawę wywozić śmieci

niańczyć wzajemnie dzieci

sprawdzać dokumenty

wybiorą swój rząd i parlament

zwierzęta domowe

zostaną pozbawione praw

jako uczestniczący w ewolucji

ideologii totalitarnej

która doszła do władzy

najpotworniejszą istotę na świecie

człowieka

którego należy tępić

bez sądu i litości

spotkasz człowieka — zabij człowieka

zabij w sobie człowieka

.

Aleksandra Cybula

.

*

.

Był pożar i wszystkie zwierzęta spłonęły.
Był deszcz i strącał płatki dzikiej róży.

Człowiek zrobił krok pod pociąg, ale pociąg pojechał w drugą stronę,
i zdumiony człowiek pozostał w osłupieniu.

Próbował się wydostać, raził prąd,
ręki nikt nie podał. Powoli nadjeżdżał
kolejny pociąg, nie dając sygnałów katastrofy.

Tak we śnie dziecka skoczyć z mostu
i trafić do podwodnego królestwa,
gdzie pogrożą ci palcem i rozgrzeszą.

Nikt nie skona.
Wszyscy pójdą się kąpać nad rzeczkę.
Wszyscy pójdą szukać muszelki „słuchotki”.

.

Ołeś Barlih

.

***

.

W 1998 tramwaje w Jewpatorii przypominają trumnę ze starych opowieści grozy dla dzieci

Tak nam gorąco,

Pot kreśli na panamce wilgotne kręgi

I wysycha

Młodym

Jeszcze całkiem mlecznym

Księżycem

Półnimbem

Soli

Z kopalin organicznych.

Wszędzie zdziczały bluszcz

Całuje suchymi kruchymi ustami

Doktora Zoidberga

Uległe ściany,

Krawężniki,

Płot,

Rośliny egzotyczne z rodziny bobowatych.

Jaka natrętna

Nieśmiertelna buzia.

Chciałbym mieć dla siebie

Taką samą,

Wtedy, gdy zostaliśmy sami.

.

Marina Kursanowa

.

***

.

Czemuż ja cały czas płaczę?

Nic nie wychodzi,

dzieciaku.

Nikomu się nie uda,

nie wyjdzie,

zły program.

Nijak nie uda się przestawić.

Po co mi to wszystko:

usługi pilotów śmiertelnego lotu.

Nie potrzeba.

Wszakże: płonie awiatora hełm,

i szale chmur – sny olbrzymów.

.

.

***

.

Wkrótce wszystko się uspokoi, jak uspokaja się morze, –

A jednak uspokaja się.

Ciepły chleb na dłoni.

Wysoki cień od sosny.

Korzenny księżyc w wodzie.

Odczucie uczuć.

.

Stanisław Bielski

 

* * *

Upadło lato nocą
z wysokościowca
i rozsypało się w drzazgi.
Niebo dziś
gra bez charakteryzacji.
Wiatr
ma karabin wyborowy:
rozpaczliwe ptaki
padają kamieniami do góry.
Słońce powiewa wachlarzem:
zdaje się, że rudy tygrys
to wyskakuje na drogę,
to chowa się w zaroślach.

 

2008

(Z cyklu „Meteorologia”)

Artiom Wierle

 

* * *

powietrze lekkie

gwizd lokomotywy dochodzi

z drugiego końca świata

mokrym niebem

pachnie

jedynie (mówią) święci

po śmierci

drzewa świeżo ścięte

nie ma strachu

 

* * *

drzewa wciąż przychodzą

i odchodzą

przez przejście podziemne

 

* * *

chciałem napisać
o pogrzebie staruszka
z sąsiedniego domu 

ale teraz takie chmury

że niech będzie o chmurach

 

* * *

mokro od drzew

krzaki obstąpiły

miejsce tam gdzie pusto

gdzie stoi

słup powietrza

pod nim wszystko jasne

nad nim czarne

ale cztery minuty do nocy

a trzy z nich

jeszcze niczyje

 

* * *

dorosłem do tego
że widzę w oddali drzewo
 

którego wcześniej nie było

 

Dana Sideros

Rejestr. Stracone od końca grudnia:

  1. Podarowana przez Lenę G. broszka-pingwin („foki nie znalazłam”). Żyła na płaszczu, gdzieś się odczepiła, a ja nie zauważyłam. Wybacz Leno.
  1. Podarowana przez Lenę D. zakładka z Anną Frank. Wyśliznęła się z książki na schodach ruchomych. Wybacz Leno.
  1. Zaślepka do obiektywu. Upuściłam na mityngu, gdy skakałam z aparatem między omonowcami a ślicznotkami w jaskrawych szalikach. Wybacz zaślepko, byłaś wierną przyjaciółką.
  1. Nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Dobrze nie będzie, ale nam tak nawet lepiej, swobodniej. Nie proszę o wybaczenie, Nadiu, sama jesteś sobie winna, nie trzeba było od razu się wychylać.
  1. Sumienie, takt, skromność. Gdzieś się odczepiły, tak jak broszka-pingwin, no i dobrze, tak nawet lepiej, swobodniej. Wybacz babuniu.
  1. Szwajcarski nóż. Być może nie został stracony, a gdzieś leży w tym bałaganie, ale gdzie — nie wiem. Wybaczcie, jabłko, korku do wina i konserwo.
  1. Wisiorek w kształcie makówki, podarowany przez Łaskę dokładnie w tej samej chwili, gdy kończyłam dwa teksty, odznaczone w mojej głowie jako „wiersze o maku”. W jednym, najstraszniejszej mojej historii, mak w końcu całkiem zniknął, a w drugim się ostał. Dzisiaj rano wisiorek spadł i rozbił się, bo był z ceramiki. Wybacz Łasko.
  1. Jeden dzień z życia tabletu. Mój sprzęt upiera się, że dziś, na przykład, szóstego marca. Z pewnością stąd i problemy z postami na FB. Nie pomagają ponowne ustawienia, po zrestartowaniu on znowu fiksuje. Z pewnością nie trzeba było 19 lutego pragnąć z całych sił się obudzić, a poza tym 17. i tak niczego nie było. Wybaczcie, że słucha się mnie jedynie tablet.
  1. Poemat o czasie. Bez komentarzy. Wybaczcie wszyscy, ale nie był nie najlepszy. Albo nie w porę. Albo nie najlepszy i nie w porę. A może później odnajdę.

W sumie. Tysiące bzdur, jak powiedziałby Jegor.

Anna Głazowa

.

SOLO

.

drut. getto. wschodni krajobraz.

za morzem cicho szumi turzyca i przed źrenicą

rozwidla się sitowie

miasto usycha w okowach nocnego nadzoru

opuszcza się z szelestem gęstej trawy podwójne ciało na słomę z mięsa. powolnym świądem wpijają się cykady.

kurtyna powoli legnie powłoką:

po raz pierwszy próbuję skosztować życie twoje burmuszysz się lecz nie odjąć

twych dłoni

twych kolan

twych narodzin

twych odejść w puste imię

twych dotknięć

twych

pić

twych pić

— pić

.

Siergiej Timofiejew

Już

 

Proste my zwierzęta,

Wyprostowane my,

Uparte my zwierzęta,

Chodzimy i pytamy: Pizza? Pizza?

A jesień łamie cytryny

I kruszy dobre czasy,

I my wietrzyki, wietrzyki,

Stoimy w swych nędznych wiatrówkach,

Sportowcy wychudzonej miłości,

I nowa, nowa muzyka pozbawia nas

Wszelkiej, wszelkiej wagi,

I unosimy się, zające, zające,

Nadmuchiwane, czerwone zające,

Już drugiego rodzaju zwierzęta, już.

 

Losza Iziumow

Zimowy arbuz

Urodził się w śniegu arbuz. Wziął go człowiek, rozkroił na połowę. W środku żółte mięso w paseczki. A z pestek urodziły się trzmiele.

 

Dzielnica koło biblioteki

Stoją drzewa. Dzieci chodzą po placu za dużym domem. Nadeszła noc. Dzieci wsiadają do pociągu.

Na placyk przylatują nietoperze. Zostawiły pamiętnik.

Nastąpił ranek. Nietoperze odleciały do Afryki. Dzieci wyszły się pobawić i zobaczyły książeczkę. Tam było napisane: Jesteście niegrzeczne”. Porozrywały ją.

Nadeszła noc. Przyleciały nietoperze i książeczki nie zobaczyły!

 

Książka i garnek

Chłopiec w ciągu dwóch dni przeczytał jedną książkę, a po tygodniu mu się znudziła. Wziął garnek i ugotował z książki zupę. Po czym ją zjadł.

Bardzo smaczna była książkowa zupa.

 

Boks

Pewnego razu chłopiec skakał z krawężnika. Podszedł do niego tato, który przyprowadził dużego chłopaka. Tato powiedział: Boks! (walka) a potem dodał: Łantufri”.

Chłopiec wygrał i uciekł w trawę. Było tam dużo kamieni, po których stąpał niedźwiadek. Wyszedł z trawy, a za nim wyszła niedźwiedzica.

Chłopiec Władek znowu zwyciężył

 

Tania Skarynkina

.
GRUDNIOWE TRÓJWIERSZE
.

.
PROTEST

.

I zadzwonić do Marii nie zdołam

wrogowie się uaktywnili

– wymagane naliczanie minutowe za rozmowę.

.

.

ZMARTWYCHWSTANIE BIAŁOGŁOWYCH DZIECI

.

Gawędzą jedną nogą na ziemi

drugą na pedale ustawili

w myślach próbuję narysować dziesięcioletnich jeźdźców.

.

.

CIEMNE PRZEWODY

.

Szłam sama nocą z dworca

ani księżyca ani latarni

i wersy te zapisane przy żarówce pierwszej piekarni.

.

.

ZAGRANICZNY SEN O ZIMIE

.

Nocni towarzysze podróży na przejściu wieczna zima owieczki na łyżwach

ledwo nadążam chwycić za pączek jak róża tłusto ocieka

w kieszeni wielowarstwowej spódnicy.

.

.

MINUS 50 EURO

.

Przemiany w jamie ustnej

w czasie nieświeżego chleba

ucierpiał dolny ząb.

.

.

NA PORZUCONEJ DZIAŁCE

.

Partyzanckie trawy skradają się do progu

niczym dzieci po lalki do świątecznego drzewka

przy zakazanym świetle dziennym.

.

.

Stanisław Lwowski

.

* * *

.

posłuchajmy

głosów innych

którzy utknęli

w lodach

wstępujących

do wagonu metra

leżących

w zmarzniętej ziemi

grających

na bębnach.

nieważne jakich

innych

innych, nie

nasze

głosy, inne

z innym

tembrem

inaczej

intonujące

inne słowa.

on nasłuchuje.

gdzie są

głosy innych?

gdzie są, głosy

z innym tembrem?

ten sam szum na wszystkich

częstotliwościach, te same

trzy minuty

ciszy.

nie, odpowiada

posłuchajmy

ich

opowieści.

o miłości

o rodzeniu

dzieci

o śmierci

dzieci

i bohaterów

o życiu ptaków

i motyli

i fok.

on nadsłuchuje.

i niczego

nie słyszy.

powoli

obraca się

samo z siebie

radełkowane

pokrętło strojenia

trzask, szum

paplanina

jakieś

cyfry.

.

Paweł Arsieniew

.

Gagarin i my

.

.

Państwo wkrada się

przez rury każdego dnia

do każdego domu

.

Prezydent już

to dawno pochwalił

Patriarcha też

nie w ciemię bity

pobłogosławił

Teraz i tam

Gdzie dawniej nie docierało

.

Gagarin przychodzi

Po krew radzieckich dzieciątek,

Z szerokim uśmiechem,

wyciąga sztyft

.

Tym, którzy zdążyli się schować

i wyskoczyli przez okno

i zdążyli dodzwonić się

do służb ratunkowych

odpowiada serdeczny głos

Jurija Aleksiejewicza

wyjaśniając szczegóły

procedury poddania się władzy bez walki

.

i co za tym idzie wysłania

na letni obóz zdrowotny

OHP „Fatalista”

na 2 turnusy.

.

Anton Oczirow

.

***

.

Pod koniec bieżącego roku powieszono w cerkwiach stroboskopy.

Ludzie nie mogli tego pojąć,

u czterdziestu ośmiu parafian wystąpiły nieprzyjemne widzenia o charakterze religijnym.

.

W ciemnych pokojach płonęły świece z Ikei,

nastolatki słyszeli echo petard, fruwających między dwudziestopiętrowymi domami,

patriarcha uroczyście spalił na zapalniczce pięciotysięczne banknoty.

.

Кшиштоф Корнак

Пластмассовый солдатик, которому в детстве оторвал

головку, что-то обо мне говорит

.

то, что связывает меня с цветом солнца – куркума под ногтями.

может и больше.

когда испортится печень или ранее,

жёлчь, овладеет всем мной. зажелтеет все что вижу

в зеркале и для вас тоже такой буду:

сигнал желтый непрерывен – въезд за светофор запрещён .

.

то, что связывает меня с землёй – лифт на второй этаж и вид

из окна. грязь в прихожей, песок в постели, полуоткрытая дверь пекарни,

где вечерами женщина упаковывает непроданные хлеба. неизбежность.

.

называю, потому что есть немного вещей, с которыми меня что-то связывает

именно их называю. (это верно, фразы языка создают мир,

в котором мы действительно живём – уже знаешь, почему так часто молчу).

.

Кацпер Плуса

Зима

из цикла «четыре поры года»

зима разрастается избавленная краёв и контуров как снег и дети.

ночи слишком долгие, чтобы их прозевать. затемняют картину. я, наблюдатель,

использую белого бога как линзы, как срез.

сколько нужно пройти, для преувеличения его до размеров шара? сколько вести разговоров?

воскресение ли тот момент, когда после оттепели теряются следы на полях

а подошвы истекают водой?

существуют ещё плоские поверхности, время, пока не успело их искривить.

лёд пробитый коньком указует продольную как стрелку трещину.

на скользкие темы, мне нужно найти антидот: соль в ранах, песок в глазах.

Anna Głazowa

* * *

 

czy wiesz, jakiego koloru
powinien być żagiel
by nie pęknąć na słonecznym wietrze?
i z jakiej ciszy ciągnę ten jedwab,
jakim pająkom
odbieram.
ile dziur zostawiam dla nadmiernych promieni.

czarny żagiel sprowadza zdobycz,
czerwony — potomstwo.
w białym całunie przychodzi
zaczajony nieprzyjaciel i chwilowi goście.
żółty aksamit
naciągnięty nad statkiem bogatych chorych.

wyplatam dla nas bezbarwny jak nagie ciało
częsty niby
sekundy rzęs
i niczyj tak jak nasz żaglowiec żagiel.

 

Роберт Рутковский

белые рукавицы

 

для И. Г.

 

у инуитов по сотне пар белых рукавиц

через которые касаются снега

 

мои

невозможно выстирать

 

не помогают

универсальные отбеливатели

необыкновенный порошок

 

что-то не так

 

что-то видное невооруженным глазом

когда посмотришь прямо на свет

 

мертвая кожа

которая режет по живому

 

Дамиан Мушыньский

.

. . .

.

хотел бы слышать себя выразительней

по крайней мере на выходных

или на похоронах отца

получить перевес над громким холодильником

радостным цвириньканьем птиц

органистом который фальшивит

самим собой –

чтобы не врать у психотерапевта

.

поэзия-не-поэзия

неуклюжее писание успокаивает

доходят легкие ноты

будто что-то соединялось яснее вне шума

на краю последних новостей

кот это чувствует

потому и гладит усы помуркивая

.

.

Петр Завадский

 

Циклы

 

Поезда – из стали и отражены в воде, грохочут брюхами по рельсам

сумерек. Первый втискивается в нишу рыжего свода

(ранка никогда не заживет). Второй разбивается о берег реки,

выплевывая людей мириадами окон.

 

Влюбленные плетут тела, как корзины для фруктов осени. Трагедия – фон

и прошептанная прелюдия. Для них пассажиры – лодки угасающих листьев.

Пока все в них помещается, совершает очищение.

Обманули поездами и Одрой – вернутся сюда.

 

Пойдем со мной в чащу ив.

 

Анджей Ратайчак

 

Лос-Анджелес 2020 год, китайский инженер клюет носом над искусственным глазом

 

у тебя лицо иглы и говоришь, что мы встретимся во плоти.

моя квартира небольшая метель. ковыряюсь в генах снежинок.

сделаю тебе из них шарф. и пойдём на боли к телам с шипами.

 

разливаю тень как масло. бестелесные жарят на нём,

хотя есть не могут: камушков, мух, окурков.

коты подталкивают королей в бумажных гробах.

 

потрескивает почти всё.

преображённая снежинка падает как выстрел.

 

ты свернулась на краю кровати, и выглядишь для меня

двигателем моторной лодки. сносит меня на тебя как водоросль.